MITY WYCHOWAWCZE #4 Nie przytulaj, bo rozpieścisz

Przyszła pora na mój ulubiony mit wychowawczy: dzieci nie należy za dużo przytulać, bo będą rozpieszczone. A chłopca to już w ogóle należy przytulać tylko przy specjalnych okazjach, bo będzie mięczakiem i mazgajem. Za tym mitem kryje się sporo innych, pokrewnych: Nie noś, bo przyzwyczaisz; Nie śpij z dzieckiem, bo nauczy się mieć cię blisko i inne, podobne. Zapewne któryś z nich, w takiej lub zmienionej wersji, usłyszał każdy rodzic.

Nie zamierzam teraz rozważać, czy powinno się spać z dzieckiem lub jak często należy przytulać niemowlę, bo zarówno dzieci, jak i rodzice są inni. Mają różne potrzeby, odpowiadają im różne wzorce funkcjonowania. Choć na pytanie o to, jak często przytulać dziecko, bez wahania odpowiem: tak często, jak się da. Co to oznacza?

Tak często jak się da, czyli tak często, jak oboje tego potrzebujecie. A z potrzebami bywa różnie. Niektóre dzieci będą miały umiarkowaną potrzebę czułości, a inne będą wymagały stuprocentowego zaangażowania i ogromnej bliskości (tzw. HNB High Need Babies). Każdy jednak zna swoje dziecko najlepiej i wie, na jaką bliskość daje przyzwolenie. Zatem, w granicach tego przyzwolenia, przytulaj dziecko kiedy tylko masz na to ochotę. Nie zastanawiaj się, czy go nie rozpuścisz albo czy nie zrobisz z niego mięczaka (cokolwiek to ma oznaczać).

Podstawowa potrzeba

Przytulanie i bliskość to nie są zwykłe pragnienia i zachcianki dziecka, tylko wrodzona i podstawowa potrzeba. Dziecko, podobnie jak jedzenia i picia, potrzebuje bliskości rodziców lub opiekunów, aby prawidłowo się rozwijać (pisałam o tym TUTAJ i TUTAJ). Bliskość pomaga także dziecku zaadaptować się do nowych, nieznanych warunków i redukuje stres związany z nieznanymi miejscami, dźwiękami, zapachami. Pamiętajmy, że dla noworodka i niemowlaka nowe jest niemal wszystko!

Kiedy Ignacy był maleńki, wykazywał sporą potrzebę bliskości, a mi zresztą to nie przeszkadzało. Dziś nadal lubi się dużo przytulać i okazujemy sobie czułość przy wielu codziennych czynnościach. Choć już nieraz słyszałam, że go rozpieszczam lub że będzie maminsynkiem. Moim zdaniem, co najwyżej grozi mu, że będzie wrażliwy, empatyczny i – o zgrozo – rozwinie się jego inteligencja emocjonalna.

Problem nadmiernego noszenia przedstawia się podobnie. Nie można przyzwyczaić dziecka do noszenia, bo rodzi się ono już do tego przyzwyczajone. Przez dziewięć miesięcy, spędzonych w łonie matki, jest kołysane z każdym jej ruchem. Zatem możemy ewentualnie mówić o próbie odzwyczajenia dziecka od noszenia i bujania, które jest dla niego zupełnie naturalnym procesem. Tylko właściwie po co? Żeby nauczyć samodzielności dziecka w wieku, w którym jest do tego zupełnie nieprzystosowane?

Czy może żeby zyskać chwilę spokoju? Bo jeśli tak, to gwarantuję, że tych chwil będzie aż nadto, kiedy dziecko podrośnie. Będzie miało swoje sprawy, a my, rodzice będziemy marzyć, żeby chciało się do nas przytulać i w naszych ramionach przeżywać swoje rozterki. Dlatego warto korzystać dopóki nasze dziecko tak bardzo potrzebuje naszej bliskości.

Ewolucyjne podstawy

Za duża bliskością i noszeniem przemawia też nasz spadek ewolucyjny. W czasach, kiedy ludzie stanowili plemię koczownicze, dzieci przenoszono z miejsca na miejsce w pierwowzorach dzisiejszych chust do noszenia dzieci. Kiedy zaś zaczęli zakładać osady, nadal nikt nie słyszał ani o wózkach dziecięcych, ani też o urlopie macierzyńskim 😉 . Kobieta wracała zatem do swoich obowiązków (np. uprawy ziemi) krótko po porodzie i najczęściej miała dziecko cały czas przy sobie.*

Nie mówię, że mamy w takim razie nosić dziecko całymi dniami. To jest wręcz niewskazane, bo dziecko potrzebuje także swobodnego ruchu i obcowania z różnymi podłożami. Miejmy jednak na uwadze, że jeśli dziecko sygnalizuje nam potrzebę bliskości, to naprawdę warto na nią odpowiedzieć.

Bliskość mimo wszystko

Chcę zaznaczyć, że dziecko może potrzebować bliskości także w sytuacji, w której naszym zdaniem, nieodpowiednio się zachowuje. A może szczególnie w tej sytuacji? Kiedy byłam nastolatką, zdarzyło mi się oglądać popularny niegdyś program Superniania, w którym ekspertka, psycholog rozwojowa, pomagała rodzicem rozwiązywać problemy wychowawcze z ich dziećmi, zazwyczaj kilkuletnimi. Jeden z odcinków szczególnie zapadł mi w pamięć. Matka, za poleceniem ekspertki, miała ignorować płacz i prośby dziecka. Nawet nie pamiętam czemu miało to służyć, ale sytuacja była dla dziecka zupełnie nowa i nieznana. Maluch przeraźliwie płakał i od pewnego momentu zaczął prosić, a później już błagać: mamo, przytul mnie, mamo, proszę, przytul mnie. Matka, mimo tego, że w sumie sama już płakała, ignorowała dziecko przez określoną ilość minut i dopiero wtedy zajęła się jego płaczem. Sam widok był dla mnie nie do zniesienia i zdecydowanie odradzam taką praktykę.

Ja mam zasadę, że nigdy nie odmawiam przytulania. Nawet jeśli Ignacy zrobi coś niewłaściwego, jeśli przyjdzie do mnie po jakąś bliskość, to ją otrzyma. Czytałam w starszych tekstach dotyczących wychowania dzieci, że w ten sposób nagradzamy złe zachowanie dziecka. Zachowanie ma się zatem utrwalać, bo dziecko, aby otrzymać czułość rodzica będzie je powtarzać. Na szczęście dzisiaj wiemy, że dziecko to nie maszyna więc powoli odchodzi się już od takiego mechanicznego wychowania. Poza tym wydaje mi się, że takie ryzyko może zaistnieć tylko wtedy, kiedy dziecko ma tej czułości i bliskości niedobór w innych sytuacjach.

Korzyści dla rodzica

Na koniec garść korzyści z przytulania naszych dzieci. Nie od dziś wiadomo, że dzieci, które otrzymują dużo czułości od rodziców łatwiej nawiązują z nimi trwałą i głęboką relację. Dodatkowo lepiej się rozwijają, są bardziej samodzielne i mają lepszą odporność. Jednocześnie dziecko, którego potrzeby emocjonalne są odpowiednio zaspokajane, stanie się wrażliwe a potrzeby innych. W przyszłość łatwiej będzie im zatem nawiązywać przyjaźnie i inne trwałe związki uczuciowe. Zarówno rodzic, jak i dziecko mniej się stresują, dzięki hormonom, które wydzielają się podczas przytulania.

I to wszystko zupełnie za darmo. Nic tylko korzystać!

*Ciekawostki ewolucyjne można przeczytać w książce pt. ,,Psychologia ewloucyjna” Davida M. Bussa

Dziękuję za Twoje odwiedziny na mojej stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!

6 Comments

Add Yours
    • 2
      Martyna Filipiak

      Ujęcie wszystkich najważniejszych aspektów tematu i jednoczesne utrzymanie dyscypliny co do długości tekstu faktycznie sprawia mi czasem problemy. Dziękuję za opinię! 😉

  1. 3
    Mama pod prąd

    Świetny tekst! Zgadzam się z nim w 100%. Ja swoje dziecko też przytulam oraz noszę zawsze, kiedy moje dziecko wykazuje taką potrzebę. Kilka osób mówiło mi o tym, że w taki sposób dziecko rozpieszczę, ale ja mam w nosie opinie innych, bo podażam za swoim instynktem macierzyńskim, który mówi mi, żeby przytulać i nosić.

    • 4
      Martyna Filipiak

      Jak miło słuchać, że podążasz w tej sprawie za instynktem w czasach, w których z jakiegoś powodu uznano, że eksperckie teorie są w stanie zastąpić intuicję mam i babć 😉

    • 6
      Martyna Filipiak

      To super! Najważniejsze to kierować się własnymi potrzebami i intuicją. W końcu kto lepiej od nas będzie wiedział, czego właśnie potrzebuje nasze dziecko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *