Rodzinny przewodnik – Tallin

panorama Tallina, atrakcje dla dzieci Tallin

Tallin zaskoczył nas wieloma rzeczami, niektórymi pozytywnie, a innymi wręcz przeciwnie. Stolicę Estonii wybraliśmy ze względu na ciekawe zabytki, niezbyt gorące lata i bliskość morza. Połączenie, które wydawało się idealne, aby pogodzić pragnienie zwiedzania i spokojniejszy czas na odpoczynek, który w podróży z dziećmi trzeba koniecznie uwzględnić.

Podróż

Do Tallina dotarliśmy samolotem, odlatującym  z warszawskiego Lotniska Chopina. Na lotnisko musieliśmy wcześniej dotrzeć pociągiem, ale od niedawna istnieje bezpośrednie połączenie z naszego miasta i ta część podróży minęła nam właściwie bezproblemowo. Potem już tylko kilka stacji Szybką Koleją Miejską i mogliśmy ruszać w naszą lotniczą podróż.

Lot okazał się największym wyzwaniem całej podróży. Trafił nam się bardzo mały samolot z niewielką ilością miejsca, nawet jak na jednego pasażera. My lecieliśmy z Ignacym na jednym miejscu i okazało się to być bardzo uciążliwe. Mała ilość miejsca dotyczyła także toalety i przewijaka, na którym notabene zmieściłby się tylko noworodek, i to niezbyt duży.

Zdecydowanie spokojniej minęła nam zeszłoroczna podróż samolotem, kiedy Ignacy był niemowlakiem i mieliśmy dla niego dodatkowe miejsce. W tym roku, kiedy już biegał, ograniczona możliwość ruchu w samolocie stanowiła dla niego dużą trudność. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że Synek był już zmęczony całym dniem podróży. Miałam nadzieję, że prześpi podróż samolotem, ale drzemkę zaliczył już w pociągu, więc niestety nie było na to szans. Ogólnie jednak, jeśli macie możliwość dokupienia dodatkowego miejsca w promocyjnej cenie dla Malucha może warto to rozważyć.

Dotarcie na miejsce stanowiło na szczęście tylko jeden dzień naszej całej podróży, więc trzeba było go po prostu przeżyć. Kiedy jednak to się udało przywitała nas piękna i zaskakująco gorąca stolica Estonii. Na miejscu spotkaliśmy się z tatą Ignacego, który dojechał do Tallina samochodem.

Pierwsze wrażenie

Tallin to prężnie rozwijające się i zachwycające miejsce. Architektura Starego Miasta (ale nie tylko) zapiera dech w piersiach. Stare kamienice i domki z precyzyjnymi rzeźbieniami i drewnianymi elementami przywodziły mi na myśl Zielone Wzgórze Lucy Maud Montgomery. Może dlatego natychmiastowo obdarzyłam to miasto ogromnym sentymentem.dziecko w Tallinie, stare miasto

Na miejscu przywitała nas parna i upalna pogoda, która z niewielkimi przerwami utrzymywała się do końca naszego wyjazdu. To niestety stanowiło dla nas niemiłe zaskoczenie, bo mieliśmy dość upałów po naszej zeszłorocznej podróży do Rumunii. Dodatkowo przez upały kąpiel w morzu stała się niebezpieczna i w ten sposób Tallin stracił dwie zakładane przez nas początkowo zalety.

Park Kardiorg, Children’s Museum Miiamilla

Stolica Estonii oczarowała nas jednak w inny sposób. Okazało się, że miasto obfituje w ciekawe atrakcje, które zadowolą całe rodziny. Naszym pierwszym celem, poza spacerami na Stare Miasto, został Park Kardiorg.

park kardiorgPark ten, mimo że nie jest bardzo oddalony o centrum Tallina, pozwala odetchnąć od miejskiego zgiełku. Zlokalizowany tam kompleks pałacowo – ogrodowy to okazja żeby odpocząć i napawać się pięknymi widokami. My trochę pospacerowaliśmy, ale nie obeszliśmy całego obiektu, bo w jego sercu znajduje się atrakcja, którą bardzo chcieliśmy odwiedzić ze względu na Ignacego: Children’s Museum Miiamilla.

Children's Museum MiiamillaTo stworzone z myślą o dzieciach muzeum to mała kopia dorosłego życia. Bawiące się tam dzieci mogą spróbować jazdy na małych nartach, przeistoczyć się w pracownika poczty lub profesjonalnego fotografa. W muzeum znajdziemy też obserwatorium gwiazd na strychu, szkolną klasę z zabawkami na półkach oraz wielki domek dla lalek. Ignacego zachwyciła najbardziej kuchnia z pełnym wyposażeniem. Mógł gotować, piec i nakrywać do stołu na przedmiotach dostosowanych do jego wzrostu.

Children's Museum MiiamillaW muzeum dzieci mogą, oczywiście, bawić się bez żadnych ograniczeń i dotykać wszystkiego. Muszą jednak znajdować się pod opieką rodziców i tu warto zaznaczyć, że przy młodszych dzieciach szczególnie warto nad ich bezpieczeństwem czuwać. Było w trakcie zwiedzania kilka miejsc i przedmiotów, którymi dzieci mogą się uderzyć, przyciąć palce itd. Ogólnie jednak muzeum jest zdecydowanie godnym polecenia miejscem dla rodzin: dzieci będą bawić się na całego, a rodzice zyskają szansę aby trochę odetchnąć. Ignacemu bardzo się podobało, choć wydaje mi się, że na wizycie w muzeum skorzystają najbardziej dzieci już kilkuletnie, które rozróżniają więcej ról społecznych i zawodów, w które można się tam wcielić.

Children's Museum Miiamilla

Energy Discovery Center

Energy Discovery CenterZupełnie przypadkiem trafiliśmy do innego miejsca, w którym świetnie spędziliśmy czas: Energy Discovery Center. To takie trochę nasze Centrum Nauki Kopernik, ale na zdecydowanie mniejszą skalę. Miało jednak wszystko co takie miejsce mieć powinno: dwa piętra pełne zupełnie interaktywnych obiektów i jedno piętro z częściowo interaktywną wystawą. Tematyka miejsca kręci się wokół wytwarzania energii na przeróżne sposoby i większość eksponatów w jakiś sposób do niej nawiązywała.

Energy Discovery CenterCentrum posiadało tłumaczenie i instrukcje do eksponatów m.in. w języku angielskim, więc wiedzieliśmy, jak skorzystać z pokazywanych przedmiotów i czego powinniśmy się z tego doświadczenia dowiedzieć. Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że takie centra nauki to świetna zabawa dla całej rodziny. W Energii świetnie bawił się mały Ignacy, jego nastoletni brat i dorośli już od jakiegoś czasu rodzice.

Dodatkowym atutem była ostatnia sala. Znajdował się w niej niewielki plac zabaw, który częściowo stanowił przedłużenie wystawy. Miejsce, które stanowiło zwieńczenie zwiedzania i pozwalało na swobodną zabawę i naukę jednocześnie. My za to mogliśmy usiąść i trochę odetchnąć, kiedy Ignacy domęczał się przed swoją drzemką.

Energy Discovery Center

Muzeum Morskie Lennusadam

Muzeum Morskie LennusadamBędąc w Tallinie nie sposób nie odwiedzić miejsca, które aktualnie znajduje się na szczycie wśród polecanych atrakcji w wielu przewodnikach: Muzeum Morskie Lennusadam. Stanowi ono jedną z dwóch filii muzeum (druga to obronna wieża Gruba Małgorzata, którą obejrzeliśmy z daleka).

Muzeum Lennusadam nie jest zachwalane na wyrost, bo zainteresowało i zachwyciło nas wszystkich. Znajduje się w wybudowanym w 1917 roku hangarze wodnosamolotów, ale tak naprawdę atrakcje rozciągają się także wokół budynku. Cały kompleks mnie osobiście oczarował bardzo wyraźną spójnością tematyczną: nawet podłoga w muzeum i plac zabaw obok niego przypominały morze.

Muzeum Morskie LennusadamW muzeum znajdziemy naprawdę dużą ilość eksponatów: statków, łodzi podwodnych, innych pojazdów wodnych i lądowych, a także różnych rodzajów związanych z morzem broni. Na Ignacym ogromne wrażenie zrobił czołg. Poza tym wszystkim nam podobało się, że wiele eksponatów można było dotknąć lub wypróbować.

Dodatkowo, muzeum przewiduje sporo interaktywnych atrakcji: sterowanie zdalnymi statkami, samolotem, a nawet imitację podróży łodzią podwodną czy VR pokazujący historię budynku. Opisy historii eksponatów znajdowały się między innymi na gigantycznych papierowych łódkach i innych związanych z morzem przedmiotach.

Muzeum Morskie Lennusadam VRW ramach biletu muzealnego można zwiedzić także kilka stojących i cumujących dookoła hangaru statków. Mnie już one potem prawdę mówiąc nudziły, ale Ignacemu spodobał się dokładnie każdy z nich.

Wszystkie wyżej wymienione atrakcje zajmowały nam dobrych kilka godzin lub cały dzień z przerwami na posiłki. Stąd nie jest ich zbyt dużo, ale nam na nasz tygodniowy pobyt w Tallinie w zupełności wystarczyły, a nawet sprawiły, że zwiedzanie było dość intesywne.

Muzeum Morskie Lennusadam

Pozostałe atrakcje

Na koniec wspomnę o dwóch atrakcjach, które mniej przypadły nam do gustu. Muzeum Okupacji i Wolności Vabamu to nowoczesne miejsce z bardzo bogatą i rozbudowaną ekspozycją, ale młodsze dzieci będą się w nim raczej po jakimś czasie nudzić. Bardzo dużym atutem tego muzeum jest jednak to, że udostępnia każdemu zwiedzającemu czytnik, dzięki któremu ma możliwość wysłuchania informacji o eksponatach w swoim języku (dostępne jest kilka różnych języków i mają dalej poszerzać tą inicjatywę).

Muzeum Marcepanu w TallinieMuzeum Marcepanu to z kolei miejsce, o którym czytałam wiele pozytywnych informacji i bardzo entuzjastycznie podeszliśmy do jego odwiedzenia. Faktycznie były tam przeróżne figurki z marcepanu, ale całe muzeum jest nazwane dosyć szumnie. W rzeczywistości jest to jedno pomieszczenie sklepowe, w którym można podpatrzeć, jak figurki są ręcznie malowane i je nabyć. Jest to w takim razie raczej przyjemny przystanek na trasie do innych miejsc niż propozycja na większe zwiedzanie.

Informacje praktyczne

Z praktycznych informacji Tallin jest niestety najdroższym miastem w jakim kiedykolwiek byliśmy. Ceny w przeciętnych restauracjach w centrum sięgają cen w naszych ekskluzywnych polskich restauracjach. Wiele cen w sklepach równa się naszym, tylko że w euro, dlatego np. za szampon do włosów trzeba zapłacić nawet ok 30 – 35 zł. Bardzo się cieszyłam, że zapakowałam do samochodu zapas pampersów, mleka i innych przekąsek, mimo to ceny zakupów spożywczych i tak nas trochę porażały.

Jednocześnie jednak warto zaznaczyć, że Tallin znajduje się w elicie 21 najbardziej inteligentnych społeczności świat. Do tego grona trafiają miasta wyselekcjonowane pod względem szeroko pojętej dostępności, powszechności i promocji nowych technologii, także w kulturze i turystyce. Z tego też względu wiele miejsc jest łatwo dostępnych i przyjaznych zagranicznym turystom.

Podsumowując, Tallin niemiło zaskoczył nas wysokością cen i gorącą aurą pogodową. Za to urzekł piękną architekturą i mnogością różnorodnych rodzinnych atrakcji. Poza tym stolica Estonii może się także pochwalić niepowtarzalnym, lekko staroświeckim mimo wszechobecnej nowoczesności klimatem.

Byliście w Tallinie? Co Wam się najbardziej podobało? A może jakieś inne miejsce zachwyciło Was w czasie Waszych podróży? Opowiedzcie mi o tym w komentarzu!

W następnym wpisie znajdziecie relację z naszego następnego przystanku – Rygi i dowiecie się, które atrakcje nas tam urzekły.

Dziękuję za Twoje odwiedziny na mojej stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!

18 Comments

Add Yours
  1. 1
    Ula

    Tallin już chyba zawsze będzie mi się kojarzył z zespołem Vanilla Ninja (czy ktokolwiek go jeszcze pamięta? 😉 Jakoś nigdy nie rozważałam Estonii jako kierunku turystycznego, ale po Twojej relacji z wyjazdu chyba się to zmieni. Ps. Piękne imię wybraliście dla synka!

    • 2
      Martyna Filipiak

      Dziękuję, aż do urodzenia nie byliśmy pewni, czy imię będzie właśnie takie :). My akurat preferujemy właśnie te mniej standardowe kierunki podróży, jest wiele miejsc, które nie są popularne, a kryją w sobie bezcenne atrakcje. Poza Estonią, gorąco polecam też Rumunię i Albanię :).

    • 6
      Martyna Filipiak

      Haha, dobre ?. Zdradzę, że w następnych artykułach opiszę miejsce, które z założenia miało być atrakcją dla Ignasia, a nie mogłam z niego wyciągnąć jego nastoletniego brata i Taty ?.

    • 8
      Martyna Filipiak

      My jechaliśmy pociągiem z Gniezna do Warszawy, a potem samolotem. Może spróbujcie tej drogi? Bo naprawdę warto się trochę przemęczyć podróżą dla tych wrażeń ?.

    • 10
      Martyna Filipiak

      Tak, Muzeum Morskie bardzo polecam :). Była tam nawet możliwość zrobienia samolotu z papieru z instrukcją i wypuszczenia go do specjalnego tunelu. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz! 🙂

    • 12
      Martyna Filipiak

      Niestety, choć nam udało się wyhaczyć lot w korzystnej cenie. Warto na takie polować
      ;). Pozdrawiam i dziękuję za Twój komentarz!

  2. 15
    Maria

    To interesujące, że Tallin okazał się takim drogim miastem, nie przypuszczałam. Ale jak piszesz, ma wspaniałą Starówkę, uwielbiam spacerować po uliczkach i poznawać historię miasta w ten sposob.

  3. 17
    Miye's Imaginations

    Podziwiam Was, że macie odwagę podróżować z takim maluchem. Ja sama wciąż czekam aż moje dzieciaki trochę podrosną i póki co jeździmy w bliższe, znane nam miejsca. Brakuje mi tej awanturniczej, rządnej przygód duszy 🙂

    • 18
      Martyna Filipiak

      Najlepiej zacznij od miejsc bardziej rozwiniętych, gdzie jakby co wszystkie potrzebne rzeczy i udogodnienia są łatwo dostępne. Nasza pierwsza podróż z Synkiem to były 2 tygodnie w Rumunii, rzuciliśmy się od razu na głębszą wodę 😉. W niektórych miejscach nie znajdziesz np mleka dla dzieci lub nawet zwykłych chrupek kukurydzianych. Było sporo improwizacji i kreatywności, ale to część przygody 😉. Choć nie każdy lubi i nie każdy musi lubić ten dreszczyk. Najważniejsze, żeby podróż była dla Was przyjemnością 😉.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *