Raz, dwa, trzy, Mikołaj patrzy

zdjęcie dziecka z mikołajem

Czytałam ostatnio dyskusję na forum dotyczącą tego, czy warto opowiadać dziecku, że to Mikołaj, a nie rodzice przynoszą prezenty. Oczywiście zdania są podzielone, choć raczej większość osób jest za tym, aby opowieści o brzuchatym darczyńcy podtrzymywać. Ale ja właściwie nie o tym, kto ma w tym wszystkim słuszność, chciałam dziś mówić.

Wśród wielu komentarzy negatywnych skierowanych do osób, które z różnych powodów wiary w Mikołaja u dzieci nie podtrzymują, jeden szczególnie zwrócił moją uwagę.

Czego to ci psychologowie i pseudospecjaliści nie wymyślą? Ostatnio czytałam, że teraz już nawet nie można powiedzieć dziecku, że Mikołaj nie przyjdzie, jak będzie niegrzeczne!

Co za paskudne mamy czasy, że nawet nie można sobie w spokoju i prawilnie postraszyć własnego dziecka. Wszak wiadomo, że straszenie Mikołajem to prosta i skuteczna technika wychowawcza, którą śmiało można się posługiwać przez cały grudzień. A jak dziecko nie zna jeszcze za dobrze kalendarza, to można nawet rozciągnąć tą hulankę na listopad.

Bo Mikołaj do ciebie nie przyjdzie

A teraz bardziej poważnie. Skóra mi cierpnie, kiedy słyszę ‘bo Mikołaj do ciebie nie przyjdzie’. Bo, wbrew wszelkim pozorom, nie jest to miły, tradycyjny akcent Świąt. Wręcz przeciwnie: z pięknego zwyczaju wzajemnego obdarowywania robimy kolejne pole do manipulowania dziećmi. I nie ma tu znaczenia, czy w naszym domu to Mikołaj, czy rodzice przynoszą prezenty.

Nie wiem, skąd w naszym społeczeństwie przekonanie, że dziecko na wszystko musi sobie zasłużyć. Nawet na świąteczny prezent, choć poniekąd wiadomo, że raczej każdy je dostaje. Przesuwamy akcent z radości obdarowywania na obdarowywanie obwarowane warunkami.

Technika ta jest nie tylko niewłaściwa z wielu powodów, ale też najzwyczajniej w świecie nieskuteczna. Dziecko po pierwszym, drugim, może trzecim roku słuchania tych gróźb bardzo łatwo zauważy, że następuje po nich… jedno wielkie nic. Prezenty i tak się pojawiają, wraz z nimi lekki niesmak.

Raz, dwa, trzy, Mikołaj patrzy!

Nie chcesz dawać prezentu dziecku? To nie dawaj i oszczędź sobie męczenie go groźbą jego nieotrzymania przez cały miesiąc przed. Chcesz mu coś podarować? To po co te groźby bez pokrycia?

Ja niestety wiem, po co. Bo to mało obciążająca, stosunkowo łatwa i dostępna w tym okresie roku technika wychowawcza. Łatwiej rzucić kolejną świąteczną groźbę niż pochylić się nad emocjami dziecka. Łatwiej pogrozić magiczną istotą niż wspólnie dojść do źródła problemów i trudności. Łatwiej posłużyć się starym ,dobrze znanym frazesem nić włożyć wysiłek w poszukiwanie własnych rozwiązań dopasowanych do swojej rodziny.

Magia Świąt

Czy naprawdę musimy zamienić piękny czas radosnego oczekiwania na w igrzyska posłuszności? W dni, w których trzeba się pilnować i trzymać emocje na wodzy? Czas, w którym nie można być sobą i liczyć na wsparcie i zrozumienie rodziców?

Mam nadzieję, że dostrzegacie okrucieństwo tej techniki. Groźba wykluczenia z prezentów, czy Świąt w ogóle (tak, tak groźbę, że Gwiazdki nie będzie też już słyszałam) jest niestety kolejnym polem do warunkowania dzieciom przyjemności. Okazją, aby pokazać, że na przyjemności, małe i duże trzeba zasłużyć. Że w tym czasie w roku, a może nie tylko wtedy, to, kim są to za mało.

Świąteczne wspomnienia

Czy naprawdę chcemy, żeby takie grudniowe wspomnienia niosły ze sobą nasze dzieci? Czy nie lepiej, żeby zamiast tego pamiętały zapach mandarynek i pieczenie pierników? Dekorowanie choinki i mroźne spacery. Radość wzajemnego obdarowywania i rodzinne spotkania.

Śmiech, czułość i, tak  po prostu, bezwarunkowo, bycie razem.

***

Dziękuję za Twoje odwiedziny na stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *