Blog

Podróżowanie z dzieckiem: wady i zalety cz. I

dziecko w podróży, dziecko w nosidle

Większość z nas kocha wakacje. Czasem już z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem planujemy nasze wojaże i z utęsknieniem wyczekujemy nadejścia lata. Szczegółowo wyobrażamy sobie, jak wylegujemy się na bałtyckiej lub egzotycznej plaży albo zafascynowani zwiedzamy interesujące nas muzea. Tylko że wtedy przypomina się nam, że mamy dziecko…

Więc pewnie zamiast wylegiwać się na plaży, będziemy ganiać w pełnym słońcu za piłką lub budować fortecę z piasku. I może lepiej odpuścić sobie to muzeum, bo nasze dziecko będzie się pewnie nudzić, więc zamiast w spokoju oglądać, będziemy ganiać od gabloty do gabloty, próbując ją ochronić przed ciekawskimi rękoma naszego potomka.

Dzień Ojca

Dzisiejszy dzień ma dla mnie słodko – gorzki smak. Słodki… Bo wiem że mój Syn ma naprawdę fajnego […]

Tata – rodzic gorszego rodzaju

Życzenia na dzień ojca

Źle trzyma, nie uważa, brzydko ubiera i pozwala na niebezpieczne zabawy. W ogóle wszystko robi jakoś inaczej niż Ty byś to zrobiła. Raz jest za szorstki, innym razem zbyt miękki. A jak zostaną sam na sam to dziecko i dom zawsze wyglądają potem jak po III wojnie światowej. Brzmi znajomo?

Niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która nigdy nie powiedziała ojcu swojego dziecka, że robi coś źle, kiedy się nim opiekuje. Ta która nie rzuciła żadną pogardliwą ani pobłażliwą uwagą na ten temat. Albo chociaż nie pomyślała, że ona zrobiłaby to lepiej: szybciej, sprawniej lub po prostu ładniej.

Dzień Dziecka

Zamiast życzeń na Dzień Dziecka mam dzisiaj radę. Mojemu Synkowi i innym dzieciom chcę powiedzieć coś, co sama […]

Dzień matki

Macierzyństwo to… taka rola, do której nie da się przygotować, bo choćbyś odbyła godziny prób i przeczytała stos […]

Razem, a jakby osobno: jak dbać o związek po narodzinach dziecka?

Mnóstwo spraw było dla mnie w macierzyństwie nieznanych i nowych. Kiedy urodził się Ignacy, miałam więc sporo do opanowania i przeorganizowania. Większość z tych sytuacji udało mi się z czasem opanować, niektóre nawet do perfekcji. Nadal są jednak obszary, nad którymi muszę i/lub chcę popracować. Zdecydowanie należy do nich wypracowanie sposobu, jak systematycznie dbać o związek po narodzinach dziecka.

Pierwsza pomoc dla życia

Mam 9, może 10 lat. Nie jestem jakoś szczególnie zainteresowana pierwszą pomocą. Wspólnie z rodziną zasiadam jednak co niedzielę przed telewizorem, aby razem z sporą częścią Polaków obejrzeć pewien serial o lekarzach, pracujących w szpitalu w pewnej małej miejscowości pod Warszawą. Fascynują mnie szczególnie sceny nagłych wypadków. Ze zdumieniem i podziwem patrzę, jak lekarze ze stoickim spokojem wydają dyspozycje i udzielają pomocy medycznej ofiarom.

Jestem nastolatką. Na lekcjach przysposobienia obronnego przerabiamy pierwszą pomoc. Do znudzenia bandażujemy się nawzajem, aż w końcu pewnego dnia legendarny pan H. przynosi na zajęcia gumowe popiersie i mówi: To jest fantom. Dopilnuję żeby każdy z was go dotknął. Panu H. nie można odmówić słowności, jak powiedział tak zrobił. Każdy z nas dotknął fantom. Dosłownie i tylko dotknął, bo na więcej nie było czasu. Ale przecież znamy całą regułkę o resuscytacji krążeniowo – oddechowej, a to przecież prawie jakbyśmy potrafili ją wykonać.

Jak nie podciąć dziecięcych skrzydeł?

Pamiętam taką sytuację z dzieciństwa. Wołam, chyba do którejś z ciotek, że jak będę duża będę chirurgiem. Jak to dziecko, co kilka dni oczyma wyobraźni widziałam, jak rozwija się przede mną ścieżka ogromnej, właśnie wymyślonej kariery. Tym razem jednak słyszę: to niemożliwe, chirurg nie może słyszeć tak słabo jak ty. Dokładnie pamiętam tą mieszaninę szoku i wściekłości: ale jak to, ja czegoś nie mogę? Pewnie nie było to pierwsza sytuacja, w której ktoś w taki czy inny sposób podciął mi skrzydła, ale ta jakoś szczególnie zapadła mi w pamięć.

To moje! – o własności dziecka

Wiosna w końcu uraczyła nas piękną pogodą, a co za tym idzie sezon na plac zabaw rozszalał się na dobre. A wraz z nim znane już, odwieczne walki:

Zostaw, to moje! –Daj mi tą łopatkę, nie bawisz się! – Właśnie, że bawię!- Piotruś, daj chłopcu łopatkę, trzeba się przecież dzielić! – Ale ja nie chcę! – Ale tak trzeba i już!

Kończą się takie dyskusje na różne sposoby: któreś z dzieci odpuszcza, ale jest niezadowolone. Żadne nie odpuszcza i żadne nie jest zadowolone. Rodzic interweniuje i znowu jedna strona się cieszy a druga złości. Dzieci dogadują się same i razem dobrze się bawią. Opcji rozwoju wypadków jest naprawdę sporo, a duża część przebiegu sytuacji zależy od takich czynników jak: etap i poziom rozwoju dziecka, reakcja dorosłego, codzienne wzorce.

MITY WYCHOWAWCZE #5 Kary i nagrody

Taki sposób wychowania królował właściwie wśród wszystkich moich znajomych i myślę, że śmiało można powiedzieć, że wśród większości dzieci lat dziewięćdziesiątych. Gdybym chciała zliczyć, ile razy w swoim dzieciństwie zarobiłam jakąś karę pewnie zabrakłoby mi umiejętności matematycznych. Jednocześnie zdarzały się też nagrody, i to chyba nawet częściej, bo nie byłam też znowu zbyt niesfornym dzieckiem. Chociaż właściwie to nie jestem pewna, czy byłam taka grzeczna, czy może zbyt sprytna, żeby dać się złapać na tym, co naprawdę wyprawiałam. 🙂

Jak to jest w takim razie z karami i nagrodami? Dzisiaj pokuszę się o roztrząsanie, czy są skuteczne i czy warto je stosować.