Blog

Agresja u dziecka: dlaczego maluch bije i gryzie?

agresja u dziecka

Nasze dziecko jest w ciągłym i dynamicznym rozwoju. Etap poznawania świata nigdy się dla niego nie kończy. Codziennie staje przed ogromną ilością wyzwań i ma do przyswojenia całą masę nowych informacji i umiejętności. Część tych wyzwań może być dla dziecka trudna do udźwignięcia, a niektóre nowe informacje mogą spotkać się z jego dezaprobatą (np. komunikat, że czegoś nie wolno mu robić). Wtedy maluch może zareagować agresją: biciem lub gryzieniem. Skąd u dziecka taka reakcja? Co powinien wtedy zrobić rodzic? Jak właściwie zareagować na agresję u dziecka?

Atak histerii dziecka: jak reagować i nie zwariować?

Wyobraź sobie taką sytuację. Twoje dziecko czegoś chce. Chociaż nie, chce to nie jest dobre słowo. Ono naprawdę, desperacko czegoś pragnie. Ono musi, koniecznie musi teraz, zaraz to dostać. Nie ma znaczenia, czy chodzi o lizaka, bajkę, czy samochodzik. Na tym pragnieniu Twoje dziecko aktualnie koncentruje całą swoją uwagę i dostępną energię. Jeśli jednak okaże się, że na drodze do jego realizacji coś lub ktoś stoi, z dużą dozą prawdopodobieństwa można przewidzieć, że będzie jatka.

MITY WYCHOWAWCZE #4 Nie przytulaj, bo rozpieścisz

Przyszła pora na mój ulubiony mit wychowawczy: dzieci nie należy za dużo przytulać, bo będą rozpieszczone. A chłopca to już w ogóle należy przytulać tylko przy specjalnych okazjach, bo będzie mięczakiem i mazgajem. Za tym mitem kryje się sporo innych, pokrewnych: Nie noś, bo przyzwyczaisz; Nie śpij z dzieckiem, bo nauczy się mieć cię blisko i inne, podobne. Zapewne któryś z nich, w takiej lub zmienionej wersji, usłyszał każdy rodzic.

Nie zamierzam teraz rozważać, czy powinno się spać z dzieckiem lub jak często należy przytulać niemowlę, bo zarówno dzieci, jak i rodzice są inni. Mają różne potrzeby, odpowiadają im różne wzorce funkcjonowania. Choć na pytanie o to, jak często przytulać dziecko, bez wahania odpowiem: tak często, jak się da. Co to oznacza?

MITY WYCHOWAWCZE #3 Ignoruj płacz dziecka

Po przyzwyczajaniu dziecka do spania w hałasie i dobrodziejstwie interaktywnych zabawek przyszedł czas na trzeci mit wychowawczy: przekonanie, że należy, w wielu różnych przypadkach, ignorować płacz dziecka. Ten akurat mit, wyjątkowo paskudny i szkodliwy ma niestety swoje źródło w teoriach ekspertów z dziedziny wychowania, także psychologów. Porady typu ignoruj płacz dziecko, bo nauczy się tobą manipulować lub aby dziecko zaczęło samo zasypiać zostaw je w łóżeczku żeby się wypłakało można niestety znaleźć na wielu rodzicielskich portalach, w poradnikach, a nawet w niektórych opracowaniach naukowych.

MITY WYCHOWAWCZE #2 Dziecko potrzebuje interaktywnych zabawek do rozwoju

Jakiś czas temu o zabawki dla dzieci było trudno. Niektórzy podejmowali więc próby ich wytwarzania, np. z drewna. W praktyce jednak zabawką stawało się najczęściej wszystko: patyk, klucz, łyżka do butów, czy inne przedmioty codziennego użytku. Właściwie było to zupełnie niedawno, ale aż trudno to sobie dziś wyobrazić, jeśli spojrzymy na sklepowe półki, uginające się pod ciężarem przeróżnych zabawek, także interaktywnych. Wybierając się zatem na urodziny Malucha, jego rodzina staje przed nie lada dylematem: wybrać mówiącego królika, który nauczy dziecko liczyć, czy może lepiej grający kwiat, który wskaże mu, jak rozpoznawać kolory? W natłoku wszystkich tych propozycji bardzo łatwo zapomnieć o podstawowym pytaniu: czy te zabawki naprawdę są dziecku potrzebne?

MITY WYCHOWAWCZE #1 Dziecko powinno spać w każdych warunkach

Zupełnie niedawno przydarzyła mi się taka sytuacja. Udałam się do banku. Towarzyszył mi Ignacy, który smacznie spał w wózku, więc pobrałam numerek i stanęłam przy drzwiach, możliwie najdalej od głośnika, przez który bardzo głośno system wzywał czekających. Nadeszła moja kolej i obsługująca mnie Pani zapytała, czemu stałam tak z boku, bo gdyby mnie widziała poprosiłaby mnie bez kolejki, a ja na to, że dziecko śpi, a te numerki czytają tak głośno i wtedy właśnie zdumienie mojej rozmówczyni sięgnęło zenitu. Bo przecież dzieci wychowuje się tak, żeby spały w każdych warunkach (dokładny cytat).

Nie była to, oczywiście, jedyna taka sytuacja, bo przecież kto z nas nie słyszał, że powinien włączać telewizor, pralkę, odkurzacz, a najlepiej jeszcze kosiarkę, kiedy dziecko śpi, żeby nie przyzwyczajało się do ciszy. Ta sytuacja jednak zapadła mi mocno w pamięć z powodu tonu, w jakim została przekazana ta porada. Dzieci wychowuje się tak, czyli to jest coś, co się po prostu robi i już. Porada ta nie jest kiepska, nie tylko dlatego, że zupełnie nieproszona, a dodatkowo nie istnieje coś takiego jak uniwersalny system wychowawczy, który każdy powinien stosować. Sama jej treść jest bez sensu, bo zmuszanie dziecka do spania w hałasie, czy innych, umówmy się, niesprzyjających warunkach, wcale nie jest dla niego dobre.

Kiedy jedzenie staje się przemocą

Zamierzałam poruszyć już wkrótce na blogu temat odżywiania i wpływu jego sposobu na jakość naszego życia. Jednak krążący w ostatnim czasie w sieci filmik sprawił, że zacznę już teraz, choć trochę inaczej niż planowałam. Film, który pragnę skomentować możesz obejrzeć TUTAJ (link prosto z YT). Choć polecam obejrzenie go TUTAJ, gdzie można zapoznać się także z komentarzami odbiorców.

Film przedstawia małą dziewczynkę, której ktoś podsuwa kawałek pizzy i kiedy ta otwiera z entuzjazmem buzię, wciska jej podstępem łyżeczkę z dziecięcą papką. Dziecko zanosi się płaczem, a w tle zaśmiewają się dorośli. Zresztą, kiedy szukałam linku do tego konkretnego filmu, znalazłam całe mnóstwo podobnych. Rodzice podsuwający dziecku pizzę i zabierający, żeby nagrać jak płacze po odebraniu. Rodzice machający dziecku pizzą przed twarzą i w międzyczasie wciskający mu na siłę jakąś papkę, której to najwyraźniej nie chce jeść. Normalnie kupa śmiechu.

Moim celem nie jest aktualnie roztrząsanie, czy dziecko powinno jeść pizzę albo czy warto karmić je papkami. Pragnę jedynie wskazać możliwe skutki takich przezabawnych sytuacji.

Jesteś tym, czym Cię nazwą

Wspomniałam w którymś z poprzednich postów, że staram się nie oceniać sposobu wychowania innych rodziców. Tak naprawdę nie znam całości sytuacji i rozmiaru ewentualnych trudności, a to, co da się zaobserwować, np. w sklepie, to tylko maleńki wycinek ich relacji z dzieckiem. Są jednak sytuacje, w których niezależnie od tego, co sobie wewnętrznie tłumaczę, to szlag mnie trafia. Zdarza mi się tak na przykład wtedy, kiedy słyszę jak ktoś etykietuje swoje dziecko.

Etykietowanie to nadawanie sobie lub innym różnego rodzaju określeń, częściej negatywnych. Zawsze wtedy, kiedy mówimy do swojego dziecka, że jest niegrzeczne, leniwe, złe, brzydkie (wszystkie określenia zasłyszane w rozmowach rodziców z dziećmi) przyklejamy mu nową kartkę na tablicy jego cech. Maluch usłyszy taką etykietkę pierwszy, trzeci i piąty raz i w efekcie w nią po prostu uwierzy. Dziecko, realizując swoją naturalną skłonność do współdziałania z rodzicem wpisze się w rolę, którą ten mu przypisał. *

Childhood unplugged, czyli dzieciństwo bez wtyczek

Małe dziecko (do 3 r. ż.) podejmuje w ciągu dnia cały szereg zróżnicowanych aktywności. Często zróżnicowanie to sięga takiego poziomu, że aż trudno za takim Maluchem nadążyć. Ciekawi go wszystko, wszystkiego chce dotknąć i doświadczyć, a my przez cały ten czas zajmujemy się rozkładaniem swojego rodzaju płaszcza ochronnego, który ma sprawić, że z wszystkich tych aktywności dziecko wyjdzie bez większej kontuzji (bo nie oszukujmy się, że jakaś od czasu do czasu musi się przydarzyć). Dziecko potrafi zaskakiwać kreatywnością w doborze zajęć oraz determinacją do zrealizowania wszystkich swoich pomysłów, nawet tych niezbyt bezpiecznych.

Wszystko to powoduje, że rodzic, zmęczony, a nawet przemęczony sprawowaniem opieki aktywnym maluchem, marzy o chwili wytchnienia. Najlepiej dwóch, ewentualnie dziesięciu. Rozwiązanie tej sytuacji wydaje się być podane na tacy, da się przecież sprawić z łatwością, że nawet żywy i absorbujący malec posiedzi jakiś czas w miejscu, a nawet sam się sobą zajmie. Wystarczy, że włączymy mu bajkę w telewizji lub damy do ręki smartfon albo tablet. My wtedy możemy w spokoju wypić kawę i pozwolić sobie na chwilę relaksu… Tylko uwaga! To jedna z tych pokus rodzicielskich, którym nie warto ulegać, i to naprawdę z wielu powodów.

Pokaż dziecku emocje!

Emocje towarzyszą nam na co dzień, w przeróżnych sytuacjach. Wpływają na nasze zachowanie i podejmowane decyzje, kierują naszym postępowaniem, ale też na odwrót: zachowanie, decyzje i postępowanie mogą określone emocje wywoływać. Wszyscy funkcjonujemy zatem w niezwykłym kręgu, składającym się z emocjonalnych ciągów przyczynowo skutkowych. Od nas jednak w bardzo dużej mierze zależy jak w tym kręgu odnajdą się nasze dzieci.

Emocje są bardzo różne, mniej lub bardziej dla nas przyjemne, ale wbrew niestety dość powszechnie panującej opinii, nie ma dobrych i złych. Każda z nich jest na swój sposób potrzebna naszemu organizmowi i pełni jakieś funkcje dla naszego zdrowia psychicznego. To właśnie powinniśmy uświadomić naszym dzieciom.