Czy rodzice powinni trzymać wspólny front?

dziecko w parku

O tym, czy rodzice powinni trzymać wspólny front można usłyszeć od wielu osób i przeczytać w wielu miejscach. Także niektórzy eksperci i blogi specjalistyczne podkreślają rolę zgodności między rodzicami w postępowaniu z dziećmi. Mnie samą także uczono w dzieciństwie, że jeśli mama czy tata coś powiedzieli to tak, jakby powiedzieli to oboje naraz.

Jednocześnie ta tzw. zgodność kłóci się już na wstępie z faktami i zwyczajną logiką. Nie ma dwóch takich samych ludzi, którzy mieliby identyczne wartości, potrzeby, cele i granice. Jak to zatem możliwe, że rodzice są zawsze jednomyślni?

Czy rodzice powinni trzymać wspólny front?

Bardziej prawdopodobne jest, że święcie wierzą w słuszność tzw. wspólnego frontu i w imię tego potwierdzają zawsze stanowisko drugiego rodzica. Nawet kosztem swoich granic i wartości.

W rodzinach, które pielęgnują wspólny front łatwo zatem o wzajemne nadużycia, wyrzeczenia i poświęcanie swoich granic przez rodziców. W imię wspólnego frontu rodzicielskiego łatwo jest zatracić autentyczność w wychowaniu. A właśnie na niej powinna bazować dobra relacja z dzieckiem.

Mamy prawo się różnić

Rodzice mają prawo się różnić tak samo, jak wszyscy ludzie. I mają także prawo prezentować te różnice w obrębie życia codziennego, a co za tym idzie również wychowania. Co więcej, różnice między rodzicami, wbrew obiegowej opinii, nie wprowadzają w dziecięcy świat chaosu i zamętu, a mogą za to stanowić wspaniałą wartość.

Dzięki funkcjonowaniu w różnych relacjach z rodzicami (bo jakim cudem miałyby być identyczne?) dziecko otrzymuje pierwszą lekcję funkcjonowania w realnym społecznym świecie. Dowiaduje się, że ludzie różnią się między sobą, moja różne cechy, sposób bycia, granice i potrzeby. To, co jest komfortowe dla taty może zupełnie nie odpowiadać mamie, a ulubiona zabawa z mamą może być dla taty uciążliwa.

Przereklamowany wspólny front

Dlatego właśnie pragnę Was dzisiaj przekonać, że wspólny front jest trochę przereklamowany. Jednocześnie nie mam tu na myśli drugiej skrajności, czyli wzajemnego podważania zachowania i wychowania drugiego rodzica. To, co powinno napędzać różnice między rodzicami to autentyczność oraz realne indywidualne cechy i preferencje, a nie wzajemna złośliwość i konkurencja.

Zamiast skupiać się usilnie na utrzymywaniu zgodności w każdej kwestii powinniśmy skupiać się na tym, aby nasz przekaz wobec dziecka był szczery i otwarty. Możemy zatem się martwić, złościć, irytować i nie aprobować tego, co robi drugi rodzic. Ważne jednak żebyśmy z podobnym szacunkiem podchodzili zarówno do własnych, jak i jego granic.

Dzieciom trudno będzie szanować wyznaczane granice, jeśli wyczuje kryjące się za nimi zwątpienie i brak szczerości. A tak niestety bywa w sytuacji dążenia do wspólnego frontu. Granice przestają być nasze własne, wynikające z naszej autentyczności. Stają się wymuszone w imię idei, która notabene nie jest naturalna.

Dużo wdzięczniej dzieci odnoszą się do szczerych granic rodziców. Jednocześnie autentyczne, a nie przejęte granice łatwiej rodzicowi asertywnie obronić w konfrontacji z dzieckiem.

Dlatego zachęcam do zajrzenia wgłąb siebie i oceny, które granice faktycznie są Wasze, a które przejęte/narzucone w imię wspolnego frontu. Wasze rodzina będzie Wam za taką wnikliwą analizę bardzo wdzięczna.

A co Ty sądzisz o wspólnym froncie? Opowiedz mi o swoich doświadczeniach w komentarzu. Zapraszam do dyskusji!

Dziękuję za Twoje odwiedziny na stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!

3 Comments

Add Yours
  1. 2
    Mirka

    Wszystko fajnie, ale nie została uwzględniona -moim zdaniem- najważniejsza kwestia, czyli wspólny front podczas typowego wychowania dziecka, kiedy dziecko jest po prostu niegrzeczne (pluje, pyskuje, bije, nie słucha, kłamie, ucieka od obowiązków, mówi „nie” na każda prośbę zrobienia czegoś, itp) lub kiedy jest na tyle małe, że musi wiedzieć co może robić a czego nie (np. schodzić z roweru na pasach czy trzymać rodzica za rękę przy przechodzeniu przez ulicę). Czy w końcu podczas sytuacji, gdy dziecko źle się zachowuje przy jednym rodzicu i rodzic ten domaga się konsekwencji – a drugi co? powinien pogłaskać po głowie ??? Bo wydaje mi się, ze właśnie takie sytuacje przyczyniają się do niegrzecznych zachowań. Konsekwencją braku wspólnego frontu w takich przypadkach jest różnicowanie rodziców przez dziecka na lepszego i gorszego. Skoro jeden rodzic tylko zwraca dziecku uwagę na nieodpowiednie zachowanie, a drugi rodzic – często przy dziecku – kwestionuje to, to którego rodzica dziecko będzie wolało? Nie powinno się dopuszczać do takich sytuacji. Wspólny front przy reagowaniu na występki dziecka oraz konsekwencja (bo też często jest tak, że rodzice są zgodni przez jakiś czas w czymś -np. są zgodni, że wieczorem obowiązkiem dziecka jest mycie zębów lub złożenie ubrania- i codziennie oboje tego pilnują. Ale jak któryś z rodziców ma lepszy/gorszy dzień i pobłaża, odpuszcza i to pomimo obecności drugiego rodzica, który przypomina dziecku o tym obowiązku) jest kluczowa. Daje bowiem dziecku poczucie bezpieczeństwa, poprzez wyznaczone wspólnie granice. Dziecko wie, jakich granic nie powinno przekraczać, bo oboje rodziców bez wyjątku tego pilnują i równo tego wymagają. Wiec nie bedzie próbowało za każdym razem się z tego wymigać. Ale wystarczy, że jeden rodzic będzie niekonsekwentny. To spowoduje, że dziecko będzie miało zielone światło do walki za każdym razem, produkując jednocześnie stres i sobie i najbliższym, prowokując sytuacje konfliktowe. Na dodatek sprawi, że w oczach dziecka jeden rodzic bedzie lepszy, a drugiego wręcz zacznie nienawidzić. A To jest już krok do przemocy. Co wówczas w przypadku, gdy ten „lepszy” rodzic umrze? Jak z takim dzieckiem poradzi sobie drugi rodzic? Jak sobie poradzi z poczuciem, że dziecko wolało tego drugiego rodzica? Będzie miało z dzieckiem jeszcze większe problemy? Czy nagle sielanka się zrobi. Moim zdaniem będzie jeszcze gorzej. Dlatego nie wolno dopuszczać do sytuacji, gdy rodzice stoją w przeciwnych bramkach. Powinni wspólnie być konsekwentni, wspólnie ustalać zasady ich przestrzegania i łamania, i wspólnie decydować o ich zmianach (np. Kiedy dziecko dorasta i nie musi chodzić spać po wieczorynce) – oczywiście cały czas mowa o podstawach wychowania, niezbędnych w prawidłowym kształtowaniu postaw. Nie mówimy tutaj o sytuacjach typu : jak tatuś powiedział, ze jedziemy nad morze na wakacje to mama trzymając wspólny front nie zaproponuje czegoś innego. Mówimy o podstawach wychowania i sytuacjach zagrażających bezpieczeństwu dzieci (przechodzenie za rękę, niegrzebanie w kontakcie, nie dotykanie gorącego kubka czy granie w gry lub oglądanie filmow nie odpowiednich do wieku dziecka).

    • 3
      mama-psycholog

      Sporo tutaj widzę o warstwie powierzchownej, czyli o zachowaniu dziecka, a mało o tym, co może leżeć pod spodem. Bez przyjrzenia się temu niestety nie jestem w stanie stwierdzić, dlaczego dziecko zachowuje się przy jednym rodzicu w jakiś sposób, a przy drugim inaczej. Zgoda co do kwestii większych, fundamentlnych być może może być pomocna, ale nie zawsze jest możliwa i nie warto podtrzymywać złudzenia, że istnieje jeśli jej nie ma.
      Natomiast taki wpis jest zawsze jakimś maleńkim wycinkiem przemyśleń i wiedzy i na pewno nie uwzględnia każdej opcji i możliwości sytuacji. Dziękuję za to, że dodałaś do niego swoje przemyślenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *