Blog

MITY WYCHOWAWCZE #4 Nie przytulaj, bo rozpieścisz

Przyszła pora na mój ulubiony mit wychowawczy: dzieci nie należy za dużo przytulać, bo będą rozpieszczone. A chłopca to już w ogóle należy przytulać tylko przy specjalnych okazjach, bo będzie mięczakiem i mazgajem. Za tym mitem kryje się sporo innych, pokrewnych: Nie noś, bo przyzwyczaisz; Nie śpij z dzieckiem, bo nauczy się mieć cię blisko i inne, podobne. Zapewne któryś z nich, w takiej lub zmienionej wersji, usłyszał każdy rodzic.

Nie zamierzam teraz rozważać, czy powinno się spać z dzieckiem lub jak często należy przytulać niemowlę, bo zarówno dzieci, jak i rodzice są inni. Mają różne potrzeby, odpowiadają im różne wzorce funkcjonowania. Choć na pytanie o to, jak często przytulać dziecko, bez wahania odpowiem: tak często, jak się da. Co to oznacza?

Wszystko w swoim czasie

Widziałam na różnych portalach i blogach tego typu artykuły: Jak przyspieszyć rozwój mowy?, Co robić, aby Twoje dziecko zaczęło czytać szybciej od rówieśników? Jak przyspieszyć pierwszy krok? Często wpisy te kryły ciekawe refleksje i cenne porady, więc właściwie wszystko byłoby z nimi ok, gdyby nie… tytuł.

Rozwój dziecka to precyzyjnie zaprojektowana machina, w której poszczególne działania i tryby włączają się w skrupulatnie zaplanowanym momencie. Wszystkie te momenty zależą od bardzo wielu czynników, związanych z samym organizmem, ale też z oddziaływaniem otoczenia. Przede wszystkim jednak przebieg rozwoju jest indywidualny, w związku z tym jego przyspieszanie, czy też hamowanie jest nie tylko bezsensowne, ale wręcz szkodliwe.

Childhood unplugged, czyli dzieciństwo bez wtyczek

Małe dziecko (do 3 r. ż.) podejmuje w ciągu dnia cały szereg zróżnicowanych aktywności. Często zróżnicowanie to sięga takiego poziomu, że aż trudno za takim Maluchem nadążyć. Ciekawi go wszystko, wszystkiego chce dotknąć i doświadczyć, a my przez cały ten czas zajmujemy się rozkładaniem swojego rodzaju płaszcza ochronnego, który ma sprawić, że z wszystkich tych aktywności dziecko wyjdzie bez większej kontuzji (bo nie oszukujmy się, że jakaś od czasu do czasu musi się przydarzyć). Dziecko potrafi zaskakiwać kreatywnością w doborze zajęć oraz determinacją do zrealizowania wszystkich swoich pomysłów, nawet tych niezbyt bezpiecznych.

Wszystko to powoduje, że rodzic, zmęczony, a nawet przemęczony sprawowaniem opieki aktywnym maluchem, marzy o chwili wytchnienia. Najlepiej dwóch, ewentualnie dziesięciu. Rozwiązanie tej sytuacji wydaje się być podane na tacy, da się przecież sprawić z łatwością, że nawet żywy i absorbujący malec posiedzi jakiś czas w miejscu, a nawet sam się sobą zajmie. Wystarczy, że włączymy mu bajkę w telewizji lub damy do ręki smartfon albo tablet. My wtedy możemy w spokoju wypić kawę i pozwolić sobie na chwilę relaksu… Tylko uwaga! To jedna z tych pokus rodzicielskich, którym nie warto ulegać, i to naprawdę z wielu powodów.

Pokaż dziecku emocje!

Emocje towarzyszą nam na co dzień, w przeróżnych sytuacjach. Wpływają na nasze zachowanie i podejmowane decyzje, kierują naszym postępowaniem, ale też na odwrót: zachowanie, decyzje i postępowanie mogą określone emocje wywoływać. Wszyscy funkcjonujemy zatem w niezwykłym kręgu, składającym się z emocjonalnych ciągów przyczynowo skutkowych. Od nas jednak w bardzo dużej mierze zależy jak w tym kręgu odnajdą się nasze dzieci.

Emocje są bardzo różne, mniej lub bardziej dla nas przyjemne, ale wbrew niestety dość powszechnie panującej opinii, nie ma dobrych i złych. Każda z nich jest na swój sposób potrzebna naszemu organizmowi i pełni jakieś funkcje dla naszego zdrowia psychicznego. To właśnie powinniśmy uświadomić naszym dzieciom.

Jestem dumna, że siedzę w domu z dzieckiem!

Przyjęło się mówić – moim zdaniem dość niefortunnie – że kobieta na urlopie macierzyńskim, czy też wychowawczym siedzi w domu z dzieckiem. W sumie to takie określenie nie jest dość niefortunne, ono jest tak niefortunne jak założenie bikini na czyjś ślub. Bo umówmy się, na takim urlopie dzieje się mnóstwo rzeczy, podejmuje się multum przeróżnych czynności, ale siedzenie spokojnie można uplasować gdzieś na szarym końcu klasyfikacji częstości ich wykonywania. W domu w sumie też nie jesteśmy tak często.

Zazwyczaj na takim urlopie kobieta zajmuje się, oczywiście, opieką nad dzieckiem, ale też praniem, sprzątaniem i gotowaniem ( z grubsza). Wiecie, że gdybyśmy chcieli kogoś do tego zatrudnić wyszłyby nam 4 różne osoby – co najmniej? Ale ja w sumie nie o tym dziś chciałam, chociaż pokusa rozwinięcia tego tematu jest ogromna. 😉

Przywiązanie dziecięce: teoria i praktyka

O tym, że więź matki z dzieckiem jest bardzo ważna wie chyba każdy. Nowonarodzone dziecko potrzebuje obecności mamy lub innego stałego opiekuna, aby przetrwać, i to nie tylko dlatego, że ta osoba zadba o zabezpieczenie jego podstawowych potrzeb biologicznych i pielęgnacyjnych. Obecność opiekuna, a właściwie relacja nawiązywana z opiekunem pełni znacznie szersze funkcje, niż tylko przetrwanie. Od jej rodzaju i jakości w dużej mierze zależy rozwój dziecka, zarówno poznawczy, jak i społeczny. Dziecko musi w swoim początkowym okresie życia nawiązać silną i trwałą społeczno – emocjonalną relację zwaną przywiązaniem.

Sygnały dziecka

Według teoretyka ludzkiego przywiązania, Johna Bowlby’ego niemowlęta wykształcają przywiązanie wobec jednostek, które konsekwentnie i właściwie odpowiadają na ich sygnały. Takich sygnałów niemowlę posiada mnóstwo, a pierwszym i najbardziej zauważalnym z nich jest płacz. Dziecko płacze, kiedy jest głodne, kiedy ma brudną pieluchę, kiedy się boi, kiedy coś je boli, czyli zawsze wtedy, kiedy odczuwa jakiś dyskomfort. Wraz z dynamicznym rozwojem w pierwszych miesiącach życia dziecko nabywa także inne umiejętności kontaktu: wokalizacje, uśmiech i ogólnie mimika, aż do rozwoju mowy.

Czy bliskość z dzieckiem jest ważna?

Tytuł tego wpisu to taka trochę prowokacja. Powinien brzmieć raczej Dlaczego bliskość jest ważna? , bo że jest nie ulega wątpliwości. Przytulania potrzebujemy jak powietrza i, podobnie jak z powietrzem, często zaczynamy je doceniać kiedy odnotujemy jego redukcję lub brak. I jakoś tak nam źle zarówno wtedy, kiedy nie możemy oddychać, jak i wtedy, gdy tylko trochę nam duszno.

Dziecko przychodzi na świat z potrzebą bliskości. Chce zatem być blisko rodziców nie dlatego, że jest małym manipulującym potworem, który chce podporządkować sobie rodziców. Potrzeba bliskości jest potrzebą podstawową i pierwotną, podobnie jak głód czy pragnienie.