Blog

Razem, a jakby osobno: jak dbać o związek po narodzinach dziecka?

Mnóstwo spraw było dla mnie w macierzyństwie nieznanych i nowych. Kiedy urodził się Ignacy, miałam więc sporo do opanowania i przeorganizowania. Większość z tych sytuacji udało mi się z czasem opanować, niektóre nawet do perfekcji. Nadal są jednak obszary, nad którymi muszę i/lub chcę popracować. Zdecydowanie należy do nich wypracowanie sposobu, jak systematycznie dbać o związek po narodzinach dziecka.

Pierwsza pomoc dla życia

Mam 9, może 10 lat. Nie jestem jakoś szczególnie zainteresowana pierwszą pomocą. Wspólnie z rodziną zasiadam jednak co niedzielę przed telewizorem, aby razem z sporą częścią Polaków obejrzeć pewien serial o lekarzach, pracujących w szpitalu w pewnej małej miejscowości pod Warszawą. Fascynują mnie szczególnie sceny nagłych wypadków. Ze zdumieniem i podziwem patrzę, jak lekarze ze stoickim spokojem wydają dyspozycje i udzielają pomocy medycznej ofiarom.

Jestem nastolatką. Na lekcjach przysposobienia obronnego przerabiamy pierwszą pomoc. Do znudzenia bandażujemy się nawzajem, aż w końcu pewnego dnia legendarny pan H. przynosi na zajęcia gumowe popiersie i mówi: To jest fantom. Dopilnuję żeby każdy z was go dotknął. Panu H. nie można odmówić słowności, jak powiedział tak zrobił. Każdy z nas dotknął fantom. Dosłownie i tylko dotknął, bo na więcej nie było czasu. Ale przecież znamy całą regułkę o resuscytacji krążeniowo – oddechowej, a to przecież prawie jakbyśmy potrafili ją wykonać.

Jak nie podciąć dziecięcych skrzydeł?

Pamiętam taką sytuację z dzieciństwa. Wołam, chyba do którejś z ciotek, że jak będę duża będę chirurgiem. Jak to dziecko, co kilka dni oczyma wyobraźni widziałam, jak rozwija się przede mną ścieżka ogromnej, właśnie wymyślonej kariery. Tym razem jednak słyszę: to niemożliwe, chirurg nie może słyszeć tak słabo jak ty. Dokładnie pamiętam tą mieszaninę szoku i wściekłości: ale jak to, ja czegoś nie mogę? Pewnie nie było to pierwsza sytuacja, w której ktoś w taki czy inny sposób podciął mi skrzydła, ale ta jakoś szczególnie zapadła mi w pamięć.

To moje! – o własności dziecka

Wiosna w końcu uraczyła nas piękną pogodą, a co za tym idzie sezon na plac zabaw rozszalał się na dobre. A wraz z nim znane już, odwieczne walki:

Zostaw, to moje! –Daj mi tą łopatkę, nie bawisz się! – Właśnie, że bawię!- Piotruś, daj chłopcu łopatkę, trzeba się przecież dzielić! – Ale ja nie chcę! – Ale tak trzeba i już!

Kończą się takie dyskusje na różne sposoby: któreś z dzieci odpuszcza, ale jest niezadowolone. Żadne nie odpuszcza i żadne nie jest zadowolone. Rodzic interweniuje i znowu jedna strona się cieszy a druga złości. Dzieci dogadują się same i razem dobrze się bawią. Opcji rozwoju wypadków jest naprawdę sporo, a duża część przebiegu sytuacji zależy od takich czynników jak: etap i poziom rozwoju dziecka, reakcja dorosłego, codzienne wzorce.

MITY WYCHOWAWCZE #5 Kary i nagrody

Taki sposób wychowania królował właściwie wśród wszystkich moich znajomych i myślę, że śmiało można powiedzieć, że wśród większości dzieci lat dziewięćdziesiątych. Gdybym chciała zliczyć, ile razy w swoim dzieciństwie zarobiłam jakąś karę pewnie zabrakłoby mi umiejętności matematycznych. Jednocześnie zdarzały się też nagrody, i to chyba nawet częściej, bo nie byłam też znowu zbyt niesfornym dzieckiem. Chociaż właściwie to nie jestem pewna, czy byłam taka grzeczna, czy może zbyt sprytna, żeby dać się złapać na tym, co naprawdę wyprawiałam. 🙂

Jak to jest w takim razie z karami i nagrodami? Dzisiaj pokuszę się o roztrząsanie, czy są skuteczne i czy warto je stosować.

MITY WYCHOWAWCZE #4 Nie przytulaj, bo rozpieścisz

Przyszła pora na mój ulubiony mit wychowawczy: dzieci nie należy za dużo przytulać, bo będą rozpieszczone. A chłopca to już w ogóle należy przytulać tylko przy specjalnych okazjach, bo będzie mięczakiem i mazgajem. Za tym mitem kryje się sporo innych, pokrewnych: Nie noś, bo przyzwyczaisz; Nie śpij z dzieckiem, bo nauczy się mieć cię blisko i inne, podobne. Zapewne któryś z nich, w takiej lub zmienionej wersji, usłyszał każdy rodzic.

Nie zamierzam teraz rozważać, czy powinno się spać z dzieckiem lub jak często należy przytulać niemowlę, bo zarówno dzieci, jak i rodzice są inni. Mają różne potrzeby, odpowiadają im różne wzorce funkcjonowania. Choć na pytanie o to, jak często przytulać dziecko, bez wahania odpowiem: tak często, jak się da. Co to oznacza?

MITY WYCHOWAWCZE #3 Ignoruj płacz dziecka

Po przyzwyczajaniu dziecka do spania w hałasie i dobrodziejstwie interaktywnych zabawek przyszedł czas na trzeci mit wychowawczy: przekonanie, że należy, w wielu różnych przypadkach, ignorować płacz dziecka. Ten akurat mit, wyjątkowo paskudny i szkodliwy ma niestety swoje źródło w teoriach ekspertów z dziedziny wychowania, także psychologów. Porady typu ignoruj płacz dziecko, bo nauczy się tobą manipulować lub aby dziecko zaczęło samo zasypiać zostaw je w łóżeczku żeby się wypłakało można niestety znaleźć na wielu rodzicielskich portalach, w poradnikach, a nawet w niektórych opracowaniach naukowych.

MITY WYCHOWAWCZE #2 Dziecko potrzebuje interaktywnych zabawek do rozwoju

interaktywne zabawki dla dzieci

Jakiś czas temu o zabawki dla dzieci było trudno. Niektórzy podejmowali więc próby ich wytwarzania, np. z drewna. W praktyce jednak zabawką stawało się najczęściej wszystko: patyk, klucz, łyżka do butów, czy inne przedmioty codziennego użytku. Właściwie było to zupełnie niedawno, ale aż trudno to sobie dziś wyobrazić, jeśli spojrzymy na sklepowe półki, uginające się pod ciężarem przeróżnych zabawek, także interaktywnych. Wybierając się zatem na urodziny Malucha, jego rodzina staje przed nie lada dylematem: wybrać mówiącego królika, który nauczy dziecko liczyć, czy może lepiej grający kwiat, który wskaże mu, jak rozpoznawać kolory? W natłoku wszystkich tych propozycji bardzo łatwo zapomnieć o podstawowym pytaniu: czy te zabawki naprawdę są dziecku potrzebne?

MITY WYCHOWAWCZE #1 Dziecko powinno spać w każdych warunkach

Zupełnie niedawno przydarzyła mi się taka sytuacja. Udałam się do banku. Towarzyszył mi Ignacy, który smacznie spał w wózku, więc pobrałam numerek i stanęłam przy drzwiach, możliwie najdalej od głośnika, przez który bardzo głośno system wzywał czekających. Nadeszła moja kolej i obsługująca mnie Pani zapytała, czemu stałam tak z boku, bo gdyby mnie widziała poprosiłaby mnie bez kolejki, a ja na to, że dziecko śpi, a te numerki czytają tak głośno i wtedy właśnie zdumienie mojej rozmówczyni sięgnęło zenitu. Bo przecież dzieci wychowuje się tak, żeby spały w każdych warunkach (dokładny cytat).

Nie była to, oczywiście, jedyna taka sytuacja, bo przecież kto z nas nie słyszał, że powinien włączać telewizor, pralkę, odkurzacz, a najlepiej jeszcze kosiarkę, kiedy dziecko śpi, żeby nie przyzwyczajało się do ciszy. Ta sytuacja jednak zapadła mi mocno w pamięć z powodu tonu, w jakim została przekazana ta porada. Dzieci wychowuje się tak, czyli to jest coś, co się po prostu robi i już. Porada ta nie jest kiepska, nie tylko dlatego, że zupełnie nieproszona, a dodatkowo nie istnieje coś takiego jak uniwersalny system wychowawczy, który każdy powinien stosować. Sama jej treść jest bez sensu, bo zmuszanie dziecka do spania w hałasie, czy innych, umówmy się, niesprzyjających warunkach, wcale nie jest dla niego dobre.

Kiedy jedzenie staje się przemocą

Zamierzałam poruszyć już wkrótce na blogu temat odżywiania i wpływu jego sposobu na jakość naszego życia. Jednak krążący w ostatnim czasie w sieci filmik sprawił, że zacznę już teraz, choć trochę inaczej niż planowałam. Film, który pragnę skomentować możesz obejrzeć TUTAJ (link prosto z YT). Choć polecam obejrzenie go TUTAJ, gdzie można zapoznać się także z komentarzami odbiorców.

Film przedstawia małą dziewczynkę, której ktoś podsuwa kawałek pizzy i kiedy ta otwiera z entuzjazmem buzię, wciska jej podstępem łyżeczkę z dziecięcą papką. Dziecko zanosi się płaczem, a w tle zaśmiewają się dorośli. Zresztą, kiedy szukałam linku do tego konkretnego filmu, znalazłam całe mnóstwo podobnych. Rodzice podsuwający dziecku pizzę i zabierający, żeby nagrać jak płacze po odebraniu. Rodzice machający dziecku pizzą przed twarzą i w międzyczasie wciskający mu na siłę jakąś papkę, której to najwyraźniej nie chce jeść. Normalnie kupa śmiechu.

Moim celem nie jest aktualnie roztrząsanie, czy dziecko powinno jeść pizzę albo czy warto karmić je papkami. Pragnę jedynie wskazać możliwe skutki takich przezabawnych sytuacji.