Blog

MITY WYCHOWAWCZE #4 Nie przytulaj, bo rozpieścisz

Przyszła pora na mój ulubiony mit wychowawczy: dzieci nie należy za dużo przytulać, bo będą rozpieszczone. A chłopca to już w ogóle należy przytulać tylko przy specjalnych okazjach, bo będzie mięczakiem i mazgajem. Za tym mitem kryje się sporo innych, pokrewnych: Nie noś, bo przyzwyczaisz; Nie śpij z dzieckiem, bo nauczy się mieć cię blisko i inne, podobne. Zapewne któryś z nich, w takiej lub zmienionej wersji, usłyszał każdy rodzic.

Nie zamierzam teraz rozważać, czy powinno się spać z dzieckiem lub jak często należy przytulać niemowlę, bo zarówno dzieci, jak i rodzice są inni. Mają różne potrzeby, odpowiadają im różne wzorce funkcjonowania. Choć na pytanie o to, jak często przytulać dziecko, bez wahania odpowiem: tak często, jak się da. Co to oznacza?

MITY WYCHOWAWCZE #1 Dziecko powinno spać w każdych warunkach

Zupełnie niedawno przydarzyła mi się taka sytuacja. Udałam się do banku. Towarzyszył mi Ignacy, który smacznie spał w wózku, więc pobrałam numerek i stanęłam przy drzwiach, możliwie najdalej od głośnika, przez który bardzo głośno system wzywał czekających. Nadeszła moja kolej i obsługująca mnie Pani zapytała, czemu stałam tak z boku, bo gdyby mnie widziała poprosiłaby mnie bez kolejki, a ja na to, że dziecko śpi, a te numerki czytają tak głośno i wtedy właśnie zdumienie mojej rozmówczyni sięgnęło zenitu. Bo przecież dzieci wychowuje się tak, żeby spały w każdych warunkach (dokładny cytat).

Nie była to, oczywiście, jedyna taka sytuacja, bo przecież kto z nas nie słyszał, że powinien włączać telewizor, pralkę, odkurzacz, a najlepiej jeszcze kosiarkę, kiedy dziecko śpi, żeby nie przyzwyczajało się do ciszy. Ta sytuacja jednak zapadła mi mocno w pamięć z powodu tonu, w jakim została przekazana ta porada. Dzieci wychowuje się tak, czyli to jest coś, co się po prostu robi i już. Porada ta nie jest kiepska, nie tylko dlatego, że zupełnie nieproszona, a dodatkowo nie istnieje coś takiego jak uniwersalny system wychowawczy, który każdy powinien stosować. Sama jej treść jest bez sensu, bo zmuszanie dziecka do spania w hałasie, czy innych, umówmy się, niesprzyjających warunkach, wcale nie jest dla niego dobre.

Jesteś tym, czym Cię nazwą

Wspomniałam w którymś z poprzednich postów, że staram się nie oceniać sposobu wychowania innych rodziców. Tak naprawdę nie znam całości sytuacji i rozmiaru ewentualnych trudności, a to, co da się zaobserwować, np. w sklepie, to tylko maleńki wycinek ich relacji z dzieckiem. Są jednak sytuacje, w których niezależnie od tego, co sobie wewnętrznie tłumaczę, to szlag mnie trafia. Zdarza mi się tak na przykład wtedy, kiedy słyszę jak ktoś etykietuje swoje dziecko.

Etykietowanie to nadawanie sobie lub innym różnego rodzaju określeń, częściej negatywnych. Zawsze wtedy, kiedy mówimy do swojego dziecka, że jest niegrzeczne, leniwe, złe, brzydkie (wszystkie określenia zasłyszane w rozmowach rodziców z dziećmi) przyklejamy mu nową kartkę na tablicy jego cech. Maluch usłyszy taką etykietkę pierwszy, trzeci i piąty raz i w efekcie w nią po prostu uwierzy. Dziecko, realizując swoją naturalną skłonność do współdziałania z rodzicem wpisze się w rolę, którą ten mu przypisał. *

Childhood unplugged, czyli dzieciństwo bez wtyczek

Małe dziecko (do 3 r. ż.) podejmuje w ciągu dnia cały szereg zróżnicowanych aktywności. Często zróżnicowanie to sięga takiego poziomu, że aż trudno za takim Maluchem nadążyć. Ciekawi go wszystko, wszystkiego chce dotknąć i doświadczyć, a my przez cały ten czas zajmujemy się rozkładaniem swojego rodzaju płaszcza ochronnego, który ma sprawić, że z wszystkich tych aktywności dziecko wyjdzie bez większej kontuzji (bo nie oszukujmy się, że jakaś od czasu do czasu musi się przydarzyć). Dziecko potrafi zaskakiwać kreatywnością w doborze zajęć oraz determinacją do zrealizowania wszystkich swoich pomysłów, nawet tych niezbyt bezpiecznych.

Wszystko to powoduje, że rodzic, zmęczony, a nawet przemęczony sprawowaniem opieki aktywnym maluchem, marzy o chwili wytchnienia. Najlepiej dwóch, ewentualnie dziesięciu. Rozwiązanie tej sytuacji wydaje się być podane na tacy, da się przecież sprawić z łatwością, że nawet żywy i absorbujący malec posiedzi jakiś czas w miejscu, a nawet sam się sobą zajmie. Wystarczy, że włączymy mu bajkę w telewizji lub damy do ręki smartfon albo tablet. My wtedy możemy w spokoju wypić kawę i pozwolić sobie na chwilę relaksu… Tylko uwaga! To jedna z tych pokus rodzicielskich, którym nie warto ulegać, i to naprawdę z wielu powodów.