Dziękuję za dobre rady!

Mam wrażenie, że zna to każda z nas. Ja sama spotykam się z tym codziennie, w różnych miejscach i w rozmowach zarówno z bliskimi, jak i zupełnie obcymi osobami. Mowa o wszelkich dobrych radach. Naprawdę nie chcę tutaj negować tego, że udzielające je osoby mogą mieć dobre chęci. Może nawet mają czasem rację. Jednak nie ma to znaczenia, bo jeśli rada jest nieproszona, to właściwie nie powinno jej być wcale.

(Wykluczam tutaj sytuacje, w której ktoś z racji niedostatecznej wiedzy robi dziecku krzywdę – spostrzeganą w sposób obiektywny nie subiektywny).

Nie doradzaj nieproszony

W Kodeksie Etyki Zawodu Psychologa jest m.in. zapis o tym, że działania psychologa są ograniczone przez wymiar oczekiwań osoby, która tej pomocy oczekuje. Innymi słowami, jeśli ktoś przychodzi, aby rozwiązać problem zawodowy, to nie udzielamy mu rad na temat relacji z żoną (chyba, ze okaże się ściśle związana z problemem zawodowym, a bywa i tak 😉 ). Ogólnie udzielamy pomocy, o którą ktoś prosi, a nie którą my uznamy za stosowną.

Niełatwo było mi pogodzić się funkcjonowaniem tej zasady. Przecież jak to tak, ja, bądź co bądź, specjalista, wiem lepiej, z czym trzeba komuś pomóc. Tylko, że to nie jest odbicie realnej troski o pacjenta, to raczej odbicie moich własnych upodobań i pragnień. To mi przeszkadza kształt jego relacji z żoną, jednak jeżeli dla niego taki stan jest ok, to mi po prostu nic do tego. Ale zrozumienie tego wymagało pracy nad sobą i narzucenia sporej samodyscypliny.

Żałuję czasem, że w życiu też nie możemy poczynić takich zapisów. Zaczyna się zazwyczaj już w ciąży – nagle okazuje się, że mnóstwo ludzi dookoła wie lepiej, co powinnaś jadać, jak spędzać czas, a Twoje dziecko to właściwie dobro wspólne.

Dziecko – dobro wspólne

Kiedy potomek przychodzi na świat, wcale nie robi się lepiej. Nie za ciepło mu? W tym to chyba niewygodnie! Nadal tylko mleko? Ale jak to bez cukru? I tylko wodę? Ale nawet bajki mu nie włączysz? Bo ja…I tu zwykle pojawiają się różnego rodzaju wywodu, że to i tamto można inaczej, że to przecież lepiej, a Ty niedoświadczona i młoda to w sumie niewiele wiesz.

Tylko chwileczkę, nie dajmy się zwariować! Tak jak różnimy się między sobą jako ludzie, tak też różnimy się jako rodzice. Wprowadzamy odmienne zasady i reguły, pielęgnujemy inne zwyczaje. To wszystko jest jak najbardziej w porządku, bo każdy z nas ma prawo wychowywać dziecko tak jak mu się podoba. I tak jak sami nie lubimy, jak ingeruje się w nasze metody, tak powstrzymajmy się od uwag wobec innych.

Wiem, że to nie jest łatwe, bo ja też czasem łapię się na tym, jak słucham rozmów obcych ludzi z dziećmi i gotuje się mój wewnętrzny psycholog albo patrzę z przerażeniem, co kupuje większość rodzin z dziećmi, które widuje w sklepach spożywczych. Wtedy jednak zwykle ganię się w myślach, że cóż, to ich wybór i ich sprawa. Oni zresztą także ponoszą konsekwencje swoich wyborów, więc po prostu mają prawo ich dokonywać.

Krytyka zniechęca

Ponadto, negując to, co robią młodzi rodzice możemy pogorszyć ich własny obraz rodzicielskich kompetencji i sprawczości. Jeśli ktoś jest niedoświadczony lub niepewny w tym, co robi, a nie prosi o nasze rady, to też jest swojego rodzaju wybór, który musimy uszanować. Decyduje się zaryzykować i rzucić samego siebie na głęboką wodę i kształtować swoje rodzicielskie kompetencje poprzez doświadczenia, próby, błędy i samodzielne poszukiwanie rozwiązań. Taka postawa naprawdę wymaga odwagi, siły i samozaparcia, więc podarujmy sobie wtrącanie w to swojego udziału.

Właśnie w ten sposób młoda mama buduje swoje poczucie kompetencji. Jest wierna temu, o czym sama zadecydowała, ale też ponosi konsekwencje tych wyborów. Wprowadza w życie, testuje, sprawdza, a także zmienia zdanie, jeśli okaże się, że jakieś rozwiązanie się nie sprawdza oraz wprowadza zmiany i modyfikacje w swoim modelu wychowawczym. I powinna mieć do tego swobodną przestrzeń.

Jak z kolei radzić sobie z dobrymi radami napływającymi z otoczenia? Ja osobiści nauczyłam się powtarzać w takich sytuacjach jak mantrę: Rozumiem, ze ty tak uważasz/robisz, ale ja uważam/robię inaczej. Dla bardziej opornych: Dobrze, że tak robisz/łeś/łaś, skoro uważasz to za stosowne, ale to moje dziecko i ja decyduję, jak będę je wychowywać.

Oczywiście, jeśli widzisz, że to zaangażowane doradztwo wynika z szczerej troski, np. babci o wnuka, możesz okazać wdzięczność, podziękować za radę, ale nie zapominaj o wyznaczeniu granicy, np.

Dziękuję Ci za tą radę/troskę, ale zrobię to co ja uznam za stosowne.

Najważniejsze to nie dać sobie wejść na głowę i pamiętaj: to Ty jesteś ekspertem od własnego dziecka. 🙂

A jakie są Twoje ‘ulubione’ dobre rady? Jak sobie z nimi radzisz? Opowiedz mi o tym w komentarzu!

Dziękuję za Twoje odwiedziny na mojej stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *