Jesteś tym, czym Cię nazwą

Wspomniałam w którymś z poprzednich postów, że staram się nie oceniać sposobu wychowania innych rodziców. Tak naprawdę nie znam całości sytuacji i rozmiaru ewentualnych trudności, a to, co da się zaobserwować, np. w sklepie, to tylko maleńki wycinek ich relacji z dzieckiem. Są jednak sytuacje, w których niezależnie od tego, co sobie wewnętrznie tłumaczę, to szlag mnie trafia. Zdarza mi się tak na przykład wtedy, kiedy słyszę jak ktoś etykietuje swoje dziecko.

Etykietowanie to nadawanie sobie lub innym różnego rodzaju określeń, częściej negatywnych. Zawsze wtedy, kiedy mówimy do swojego dziecka, że jest niegrzeczne, leniwe, złe, brzydkie (wszystkie określenia zasłyszane w rozmowach rodziców z dziećmi) przyklejamy mu nową kartkę na tablicy jego cech. Maluch usłyszy taką etykietkę pierwszy, trzeci i piąty raz i w efekcie w nią po prostu uwierzy. Dziecko, realizując swoją naturalną skłonność do współdziałania z rodzicem wpisze się w rolę, którą ten mu przypisał. *

Każda etykietka szkodzi

Ale szkodliwe są nie tylko etykiety o negatywnym wydźwięku. Spod łatki ślicznej księżniczki, najlepszego prymusa czy grzecznego i spokojnego aniołka równie trudno się wyzwolić. Można by pomyśleć, że właściwie to nie etykietowanie, bo przecież mówimy dziecku takie miłe rzeczy. Tylko, że nie ma znaczenia, czy nazywamy dziecko pozytywnie czy negatywnie. Liczy się to, że z każdą następną łatką dziecko jest coraz mniej sobą, a coraz bardziej tym, czym zostało nazwane. Posłusznie gra przypisaną mu rolę, jednocześnie zyskując przekonanie, że to, kim jest naprawdę nie ma realnej wartości.

Małe dziecko, dla którego na początku życia jesteś całym światem, jak gąbka wchłonie wszystko co powiesz mu na jego temat. A my, dorośli, mamy niestety tendencję do etykietowania już nawet niemowląt. Dzielimy dzieci na te grzeczne, czyli spokojne i niegrzeczne, te bardziej wymagające. Zdarzyło mi się usłyszeć, jak ktoś z mojego otoczenia powiedział do mojego Syna, że jest beksą albo bałaganiarzem, a nie miał wtedy jeszcze nawet roku. Mimo tego, że być może Ignacy tego nie zrozumiał i tak stanowczo zaznaczyłam, że nie życzę sobie, aby mówić do niego w taki sposób. Jemu z kolei próbowałam przekazać, że to nieprawda i że nie zrobił nic złego (mimo że zaniepokoił go raczej ton etykietującej wypowiedzi, a nie jej treść).

Etykietowanie mija się z celem

Z jakiegoś powodu rodzicom wydaje się, że jak nazwą dziecko w taki czy inny sposób to ono zacznie być posłuszne i zrobi to, czego od niego oczekują. Tylko, że nie rozumieją natury dziecka, które owszem, stanie się posłuszne, ale temu co wmawia mu rodzic. Ta metoda nie wywoła zatem pożądanych przez rodzica efektów, jedynie sprawi, że dziecko poczuje się zawstydzone i poniżone, a jego natura zostanie stłamszona. Dlatego tak ważne jest, abyśmy byli świadomi jak ogromny i realny posiadamy wpływ na życie naszych dzieci, także kiedy dorosną. Nim się obejrzymy, wyfruną z gniazda, uskrzydlone naszym wsparciem lub obarczone ciężarem naszych nieudanych działań wychowawczych.

Spokojna i grzeczna dziewczynka stanie się kobietą, która nie potrafi obronić się przed krzywdą. Dziecko nazwane tchórzem już niebawem będzie dorosłym, który boi się wyzwań i odważnych decyzji. Mały leń i nieudacznik wyrośnie na niezaradnego mężczyznę, który nie potrafi znaleźć sobie pracy. Prymus będzie ślepo dążył za osiągnięciami, zaniedbując inne wartości w życiu. A każdy z nich będzie żył z przekonaniem, że coś jest z nim nie tak. Że to, jaki jest naprawdę to za mało.

Sama byłam takim dzieckiem. Sporo chorowałam i gdzieś pomiędzy troską i lękiem o moje zdrowie otoczenie nałożyło na mnie łatkę słabowitej. Taka więc byłam – lękliwa i niepewna siebie, szczególnie gdy sytuacja wymagała jakiejkolwiek sprawności i aktywności fizycznej. Nie bawiłam się swobodnie na placu zabaw, bo spontaniczną eksplorację przyćmiewała mi nadmierna ostrożność i czająca się z tyłu głowy myśl, że przecież nie dam rady albo coś sobie zrobię. Między innymi z tego powodu zaczęłam regularnie uprawiać sport dopiero jako dorosła osoba.

Słowa mają moc

Określenia, jakie nadajemy dziecku mają moc, znacznie silniejszą niż sobie wyobrażamy. Bardzo trudno wyzwolić się z etykiet nadanych w dzieciństwie. Komuś, kto gra określone role niemal całe swoje życie, trudno jest odróżnić, kim jest naprawdę.

Nasze dzieci są wyjątkowe, dokładnie takie, jakie są, a wpychając je w wymyślone przez nas role, odbieramy sobie przyjemność ich poznawania. Zastanówmy się, czego pragniemy dla naszych dzieci. Mają zachowywać się tak, aby podobać się otoczeniu, czy tak, aby żyć w zgodzie z samym sobą? Czy chcemy, aby były takie, jak my tego oczekujemy? Czy może lepiej, aby wyrosły na ludzi o wysokim poczuciu własnej wartości, którzy są świadomi swoich różnorodnych cech?

Czy także spotkałaś/eś się z etykietowaniem w dzieciństwie? Jaki miało to na Ciebie wpływ? Opowiedz mi o tym!

*Koncepcja dziecka, które z natury współpracuje z rodzicem pochodzi z książki Twoje kompetentne dziecko Jespera Juula, której recenzję znajdziecie tutaj: http://www.mama-psycholog.pl/recenzja/dlaczego-powinnismy-traktowac-dzieci-powazniej/

Dziękuję za Twoje odwiedziny na mojej stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!

11 Comments

Add Yours
    • 2
      Martyna Filipiak

      Dokładnie, najcześciej sami spotkaliśmy się już a etykietowaniem własnej osoby. Dlatego szasem aż ciśnie się na usta jakaś łatka, nawet niewinna, ważne jednak żeby mieć świadomość, jak możemy taką, nawet niewinną, łatką zaszkodzić.

    • 4
      Martyna Filipiak

      Niestety, etykietowanie przychodzi ludziom bardzo łatwo, zbyt łatwo. Ważne, żebyś pamiętała, że nie jesteś tymi etykietkami, to tylko bezmyślnie rzucane nazwy. A co do wychowania Malucha to zaufaj swojej intuicji, jesteś w końca najlepszym ekspertem od własnego dziecka 😉 Jeśli blog się podoba zapraszam do polubienia strony na FB: https://www.facebook.com/mamaipsycholog/

    • 8
      Martyna Filipiak

      Cieszę się, że masz tą świadomość. Często niestety zapominamy, jak ogromny wpływ na obraz samego siebie w głowie dziecka ma to, jakie komunikaty o nim mu przekazujemy.

  1. 9
    A twoje dziecko jest leniem, patałachem, niezdarą, nieśmiałkiem czy prymusem? - Matka Tylko Jedna

    […] "Spokojna i grzeczna dziewczynka stanie się kobietą, która nie potrafi obronić się przed krzywdą. Dziecko nazwane tchórzem już niebawem będzie dorosłym, który boi się wyzwań i odważnych decyzji. Mały leń i nieudacznik wyrośnie na niezaradnego mężczyznę, który nie potrafi znaleźć sobie pracy. Prymus będzie ślepo dążył za osiągnięciami, zaniedbując inne wartości w życiu. A każdy z nich będzie żył z przekonaniem, że coś jest z nim nie tak. Że to, jaki jest naprawdę to za mało." – źródło: Mama Psycholog […]

  2. 10
    Ania

    Jestem ciekawa, jak sprawa odnosi się do dziękowania dzieciom za pomoc w czymś. Czy jeśli dziecko pomoże mi wyjąć ubrania z pralki i podziękuję mu za to, to jest to nadanie łatki „jesteś pomocny”?

    • 11
      mama-psychologrobo

      Każde ‚jesteś’ jest jakaś etykietką. Dużo lepiej jest powiedzieć: ‚Dziękuję, bardzo mi pomogłeś.’, czyli odnosić się do konkretnych czynności, a nie cech.
      Kiedy urodził mój syn razem z partnerem ćwiczyliśmy taką komunikację między sobą 😉. Mamy niestety głęboko zakorzenione te łatki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *