Wszystko w swoim czasie

Widziałam na różnych portalach i blogach tego typu artykuły: Jak przyspieszyć rozwój mowy?, Co robić, aby Twoje dziecko zaczęło czytać szybciej od rówieśników? Jak przyspieszyć pierwszy krok? Często wpisy te kryły ciekawe refleksje i cenne porady, więc właściwie wszystko byłoby z nimi ok, gdyby nie… tytuł.

Rozwój dziecka to precyzyjnie zaprojektowana machina, w której poszczególne działania i tryby włączają się w skrupulatnie zaplanowanym momencie. Wszystkie te momenty zależą od bardzo wielu czynników, związanych z samym organizmem, ale też z oddziaływaniem otoczenia. Przede wszystkim jednak przebieg rozwoju jest indywidualny, w związku z tym jego przyspieszanie, czy też hamowanie jest nie tylko bezsensowne, ale wręcz szkodliwe.

O ile powszechnie wiadomo, że nie sadza się niesiedzącego dziecka, czy też nie prowadzi za ręce niechodzącego (choć i o tym część rodziców zdaje się zapominać), to ingerowanie w rozwój poznawczy, emocjonalny czy też społeczny, wydaje się jakieś takie mniej wyraźne i mniej szkodliwe. Tylko, że to bzdura. Próba przyspieszenia nauki chodzenia może prowadzić do pominięcia jej ważnych etapów, a w konsekwencji do problemów z kręgosłupem, stawami itd. w przyszłości. Tak samo, naciskanie na szybszy rozwój funkcji umysłowych może przynieść wręcz odwrotny skutek: ich niepełne wykształcenie lub upośledzenie.

Przykładów takich działań może być mnóstwo. Poprawianie przy każdym słowie dziecka, które dopiero zaczyna mówić. Karanie dwulatka za to, że nie potrafi zapanować nad emocjami. Wymuszanie, aby niemowlak sam się sobą zajmował (cokolwiek to – o zgrozo – ma znaczyć).

Skąd bierze się w nas, rodzicach, taki brak zaufania dla naszego dziecka? Z jakiego powodu nie wierzymy, że poradzi sobie z własnym rozwojem bez naszej ingerencji? A wreszcie, jak właściwie rodzi się w rodzicach taka pokusa, aby dziecko robiło wszystko szybciej niż inni? Niestety, bardzo łatwo zapominamy, że najważniejsze, co możemy zrobić dla rozwijającego się dziecka, to mu nie przeszkadzać. Zadbajmy o otwarte, sprzyjające środowisko i pozwólmy maluchowi w spokoju nabywać nowe umiejętności.

Dlaczego jednak często jest inaczej? Dużą rolę odgrywa w tym procesie na pewno presja społeczna. Gdybym dostała piątaka za każdym razem kiedy zapytano mnie, czy Ignacy już chodzi, mogłabym spokojnie otworzyć mu fundusz z niemałą sumką. Pytania nasilały się tym bardziej, im bardziej zbliżały się jego pierwsze urodziny, aby po nich zamienić się w pytania, czy aby na pewno je przeszedł (a nie przeszedł). Za każdym razem dodatkowo miałam też okazję dowiedzieć się, kiedy dokładnie, a właściwie ile wcześniej niż mój Syn, zaczęła lub zaczął chodzić córka, wnuk, siostra, kuzyn pytającego albo on sam. A kiedy Ignacy już chodził nadszedł czas na pytania, czy mówi… itd.

Ja akurat jestem na takie ciekawostki uodporniona. Znam prawidłowości rozwoju dziecka, wiem, kiedy mniej więcej dziecko powinno osiągać poszczególne umiejętności i jednocześnie nie odczuwam potrzeby, żeby Ignacy wyprzedzał w tym osiąganiu kogokolwiek. Poza tym uważam, że jeśli tak bardzo skupiamy się na wszystkich tych tzw. krokach milowych (siedzenie, pierwszy krok, słowo), to łatwo będzie nam przeoczyć, jak wiele pomniejszych kroczków dziecko musi wykonać, aby do nich dotrzeć. Zamiast czekać z utęsknieniem aż maluch zacznie mówić, warto przyjrzeć się, jak dotyka rączkami ust, bada językiem wnętrze buzi, rozwija mimikę i zaczyna przeżuwać coraz bardziej wymagające pokarmy. Posłuchać jak gaworzy, próbuje naśladować głoski i dźwięki, zaczyna powtarzać sylaby czy spontanicznie wokalizuje śmieszne niezrozumiałe przemowy. Wszystkie te etapy i jeszcze parę innych składają się na pierwsze słowo.

Dziecko ma tak wielką pracę do wykonania, że dodatkowe pospieszanie jego starań, jest dla niego męczące i szkodliwe. Każdy nacisk na przyspieszanie rozwoju, czy to fizycznego, czy umysłowego to brutalna ingerencja w jego naturalny przebieg. Czyniąc tak, wywieramy na dziecku presję, z którą nie jest w stanie sobie poradzić. Zamęczanie ćwiczeniami, wymuszanie powtarzania danych czynności, czy ciągłe poprawianie sprawiają, że maluch przestaje wierzyć w swoje umiejętności. Odczytuje bowiem od rodzica sygnał, że to, co robi nie jest wystarczające, bo i tak nie radzi sobie dość dobrze. W przyszłości zatem będzie podchodził niepewnie do wszelkich rozwijających zadań, wymagających ukształtowania nowych umiejętności.

Pragnąc przyspieszyć rozwój uzyskujemy zatem zupełnie odwrotny skutek. Dziecko, zamiast spontanicznie kształtować nowe umiejętności i cieszyć się nimi, będzie kojarzyć rozwój z stresem, naciskiem i obniżonym poczuciem własnej wartości.

Nie chcę być jednak źle zrozumiana, rozwój warto wspomagać. Można podarować dziecku rozwijające zabawki, np. drewniane klocki, aby wspierać rozwój motoryczny i poznawczy, czy też zadbać o odpowiednie obuwie dla dziecka, które nauczyło się chodzić. Warto uczyć dzieci czytać czy liczyć, zachęcać do zdobywanie nowych umiejętności. Wszystko to powinno się jednak odbywać w otwartej i wolnej od presji atmosferze. Proces nauki powinien uwzględniać indywidualny tok rozwoju oraz predyspozycje dziecka. Choć na pewno patrząc na idee systemu edukacji w Polsce, trudno to sobie wyobrazić. Tym bardziej zatem ważne, aby uwolnić dziecko od tej presji osiągnięć w domu, już od narodzin, czyli samego początku rozwoju*.

Czy spotkałaś/eś się w swoim otoczeniu z próbą przyspieszania rozwoju dziecka? A może sam masz podobne doświadczenia? Opowiedz mi o tym.

*Rozwój dziecka rozpoczyna się już oczywiście w łonie matki. Mam na myśli rozwój dziecka, w którym mamy okazję bezpośrednio uczestniczyć.

Dziękuję za Twoje odwiedziny na mojej stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *