Tata – rodzic gorszego rodzaju

Życzenia na dzień ojca

Źle trzyma, nie uważa, brzydko ubiera i pozwala na niebezpieczne zabawy. W ogóle wszystko robi jakoś inaczej niż Ty byś to zrobiła. Raz jest za szorstki, innym razem zbyt miękki. A jak zostaną sam na sam to dziecko i dom zawsze wyglądają potem jak po III wojnie światowej. Brzmi znajomo?

Niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która nigdy nie powiedziała ojcu swojego dziecka, że robi coś źle, kiedy się nim opiekuje. Ta która nie rzuciła żadną pogardliwą ani pobłażliwą uwagą na ten temat. Albo chociaż nie pomyślała, że ona zrobiłaby to lepiej: szybciej, sprawniej lub po prostu ładniej.

Minęły czasy, kiedy rolą ojca dziecka było tylko jego spłodzenie i utrzymanie rodziny. Ojcowie mają być ojcami w pełnym tego słowa znaczeniu. Najlepiej takimi z prawdziwego zdarzenia, którzy nie tylko ochoczo i sprawnie zajmują się dzieckiem lub dziećmi, ale też stanowią realne oparcie dla matki. Właśnie w takiej roli widzimy swoich mężów i partnerów i właśnie w tą rolę jednocześnie nie pozwalamy im wejść.

W wielu rodzinach nadal istnieje realna dysproporcja czasowa w opiece rodziców nad dziećmi. Dzieje się tak chociażby dlatego, że zazwyczaj matka korzysta z rocznego urlopu po urodzeniu dziecka, a potem także częściej z urlopu wychowawczego. Tak zresztą jest też u mnie, narzeczony pracuje (zazwyczaj więcej niż 8 godzin dziennie), żebym ja mogła w tym czasie zajmować się naszym Synkiem. Siłą rzeczy większość czasu z dzieckiem spędzam ja i śmiało mogę powiedzieć, że w wielu rzeczach mam większą wprawę. Część pewnie robię szybciej itd. Nie uważam jednak, że jestem z tego powodu dla Ignacego rodzicem bardziej niż jego Tata.

My, Mamy, jesteśmy często zmęczone opieką nad dzieckiem/dziećmi i mamy do tego pełne prawo. Mamy też prawo oczekiwać, że jego/ich ojciec przejmie od nas częściowo ciężar tej opieki. Pytanie tylko, czy na pewno jesteśmy na to gotowe? Bo prawda jest taka, że wykazujemy się na tym polu dużą sprzecznością.

Znam mnóstwo kobiet, które mają problem z pełnym powierzeniem ojcu opieki nad dzieckiem. Ale nie będę mówić o tych kobietach, bo lepiej moim zdaniem mówić o sobie. A nie jestem w tej kwestii żadnym wyjątkiem. Musiałam się nauczyć pełnego zaufania dla kompetencji rodzicielskich Narzeczonego.

Na początku byłam zachwycona opieką nad Maluchem, Trwałam trochę na takim matczynym haju, napędzana poporodowymi hormonami i radością z jego narodzin. Jednocześnie jednak trochę zagarniałam dziecko dla siebie. Bo przecież jego Tata nie wie, co i jak, nie poznał go tak dobrze, jak ja, a w ogóle to nie ma cycków i pewnych rzeczy nie przeskoczy. Z czasem jednak całe to moje zaangażowanie zasiało gdzieniegdzie swojego rodzaju wypalenie.

Nie to, że sądziłam, że jest złym ojcem. Powiem więcej, ja nawet wiem, że jest dobrym ojcem, bo Ignacy ma starszego przyrodniego brata i miałam okazję już to zaobserwować. Czułam jednak wewnętrzny niepokój, bo oto moje Maleństwo, które ewidentnie potrzebuje mojej obecności zostanie z kimś innym. Z Tatą, który nie zrobi różnych rzeczy tak, jak ja, tak jak wiem, że Ignacy lubi itd. Może brzmi to absurdalnie i paranoicznie, ale nie sądzę, żebym była w tych lękach odosobniona.

Co zatem mnie uratowało od tych lęków? Zdrowy rozsądek. Myślałam i myślałam i wymyśliłam. Że to prawda, że zrobi wiele rzeczy inaczej. To prawda, że będzie z tego bałagan. To prawda, że pójdzie z nim na spacer w domowych ciuszkach. I wiecie co z tego? Nic. Ani moje dziecko, ani ja na tym nie ucierpimy. Wręcz przeciwnie, możemy tylko zyskać. Ja czas dla siebie i trochę relaksu, a Ignacy bezcenny i jedyny w swoim rodzaju czas z Tatą.

Zaczęłam więc w końcu odpuszczać i skorzystaliśmy na tym wszyscy. Nie myślę już, jak sobie moje chłopaki radzą, kiedy mnie nie ma. Gryzę się w język, kiedy widzę, jak moje dziecko biega wśród ludzi ubrane jak skrzyżowanie muppeta z Lady Gagą. I zwyczajnie cieszę się, że Ignacy i jego Tata spędzają razem czas. Mają swoje sprawy, które mnie nie dotyczą i zabawy, które mnie nie bawią i to jest naprawdę fajne, bo wiem, że jest między nimi realna i piękna więź.

Pamiętam z mojego dzieciństwa, że z Tatą zawsze było trochę inaczej, luźniej. Trzeba było mniej i można było ciut więcej. W naszym czasie było mniej zasad, a więcej swobody i cierpliwości. I zdecydowanie więcej rzeczy, które z Mamą raczej by nie przeszły. Mój Tata często wyjeżdżał do pracy, więc kiedy wracał byliśmy za nim strasznie stęsknieni. Pamiętam, jak bardzo uwielbiałam ten czas, kiedy wracał i był tylko dla nas.

Pragnę jednak zaznaczyć, że to nie dlatego, że moja Mama była gorszym rodzicem. Sama wiem teraz jak to jest, kiedy ja spędzam większość dnia, a czasem dwa – trzy pod rząd sama z Ignacym. Pod koniec dnia padam na twarz, a pokłady mojej cierpliwości i energii są już w polu niebezpiecznie niskiej rezerwy. Wtedy właśnie do akcji może wkroczyć Tata, którego rodzicielska cierpliwość ma się całkiem nieźle, bo nie biegał cały dzień za dzieckiem i nie tłumaczył mu trzydzieści siedem razy, że nie można iść na spacer bez butów.

Nasza w tym rola, żeby pozwolić mu w tą akcję wkroczyć. Kiedy w myślach lub na głos narzekasz, że Twój partner jest mało zaangażowany w rodzicielstwo zastanów się, czy nie masz w tej sytuacji trochę swojego udziału.

Nie chcę przez to powiedzieć, że my, straszne i przemądrzałe matki, nie pozwalamy biednym ojcom ojcować. Oni z kolei często dają się na to rodzicielskie ubocze wypchnąć. Bo czują się niepewni w nowej roli, bo czują nasz krytyczny wzrok, bo też są zmęczeni i łatwiej im po prostu pozwolić nam na dobre rozszaleć się z naszym matczynym idealizmem.

Apeluję jednak: nie odbierajcie swoim mężom, partnerom, ojcom swoich dzieci rodzicielskiej pewności, sprawczości i zwyczajnej chęci do opieki nad Maluchem. Niech mu nawet założą pampersa na lewą stronę, przykryją złym kocem i nakarmią frytkami. Pozwólcie Tatom być Tatami ?.

Jak to wygląda u Was? Jak dzielicie opiekę nad dzieckiem? Opowiedz mi o tym w komentarzu!

Dziękuję za Twoje odwiedziny na mojej stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!

14 Comments

Add Yours
  1. 1
    Anonim

    Dobrze ,że poruszyłaś w końcu temat ojca, bo zauważyłem jego brak w waszych opowieściach i przygodach z życia malucha. Chciałem też zapytać gdzie on się podziewa przez ten cały czas, zrozumiem też Twoją bardzo dużą chęć tego ,że sama chcesz się zaangażować w pierwsze dziecko ,ale ojciec to też bardzo ważna część życia dziecka czego Ty musisz się chyba jeszcze nauczyć i dać tacie w końcu większe pole do popisu. Nie pozdrawiam. Dumny ojciec swojego dziecka.

    • 2
      Martyna Filipiak

      Bardzo głęboka analiza, chyba nawet zbyt głęboka, jeśli wynika tylko z czytania moich tekstów. Faktycznie na blogu pojawiają się w zdecydowanej większości opowieści o doświadczeniach mamy, bo jest to mój blog, w którym zawieram moje doświadczenia i obserwacje. Co do argumentu, że muszę zrozumieć, że ojciec to bardzo ważna część życia dziecka to właśnie to wynikać miało z powyższego tekstu. Być może przedstawiłam tą myśl niejasno. Powiedz mi zatem, jakie Ty zrozumiałeś przesłanie?
      Faktycznie ‚na sumieniu’ mam to, że trudno było (‚było’ w czasie przeszłym) mi w pełni zaufać kompetencjom rodzicielskim Narzeczonego, do czego zresztą sama się przyznałam. Zatem nie do końca rozumiem, a raczej nie zgadzam się z zarzutem, że muszę się nauczyć dawać tacie Ignacego większe pole do popisu.

    • 8
      Martyna Filipiak

      Tak właśnie bywa. Ważne, żeby sobie to w porę uświadomić i nie popaść w błędne koło wzajemnych oczekiwań i oskarżeń. Dziękuję za komentarz!

  2. 9
    Kamomil

    Nie jestem matką, ale mam już jakieś spojrzenie na macierzyństwo. Poruszyłaś bardzo ważne kwestie ojcostwa, przedstawiłaś to w bardo naturalny i fajny sposób 🙂

    • 12
      Martyna Filipiak

      Dokładnie! Ale żeby się uzupełniać trzeba uznać i zaakceptować, że Mama i Tata mogą się różnić: podejściem, metodami wychowawczymi, a nawet wartościami. Nie ma w tym nic złego, a nawet stanowi to nową wartość dla dziecka :). Pozdrawiam!

  3. 13
    Monicystyka

    Ja nie miałam problemu od poczatku z równorzedną opieką, mój Narzeczony świetnie sobie radził, wspieralismy sie nawzajem i każde z nas tak samo było zaangażowane w opiekę, tyle, że tylko ja mogłam być mlecznym bufetem i to stanowiło o mojej przewadze 🙂 Ale nie bałam się nigdy, że coś może źle zrobić, nie dopilnować, wychodziłam z założenia, że kocha nasze dzecko tak samo jak ja i chce jak najlepiej, więc strach był mi obcy w tej materii 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • 14
      Martyna Filipiak

      Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią :). Fajnie, że miałaś od razu takie zaufanie dla rodzicielskich kompetencji swojego partnera. Dziękuję za komentarz :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *