Wypalenie rodzicielskie: kiedy masz zwyczajnie dość


mama i dziecko na spacerze w Wilnie

Wśród zawodów najbardziej narażonych na wypalenie zawodowe wymienia się kelnerów, pracowników socjalnych i administracyjnych, nauczycieli i dziennikarzy. Ogólnie przyjmuje się, że zawody podwyższonego ryzyka to takie, w których ma się kontakt z ludźmi, angażuje się więcej zasobów niż się w zamian otrzymuje i rzadko można liczyć na wdzięczność za swoją wymagającą pracę.

Najchętniej dopisałabym do tej listy także macierzyństwo (czy też ogólnie rodzicielstwo). Tylko, że z tego zajęcia nie da się wypisać. Wrócić do domu i zostawić za sobą kłopotów i trudności. Nawet jeśli uda się wyrwać chwilę, dłuższą lub krótszą, to nie sprawia to że faktycznie mamy przerwę. Bo macierzyństwo to nie zawód, a rola, której realizowania nie da się porzucić aż do końca swojego życia.

Oczekiwania vs rzeczywistość

Kiedy byłam w ciąży, towarzyszyła mi ogromna liczby myśli i wyobrażeń o przyszłości po porodzie. Snułam plany o tym, jakie będzie moje macierzyństwo, jaką będę mamą i jak będzie wyglądało moje życie po pojawieniu się Maluszka.  Z lekkością, niemal niepostrzeżenie wszystkie te wyobrażenia nabrały mocy planów, z których wypływała cała masa założeń i oczekiwań.

Oczekiwania te absolutnie nie dotyczyły mojego Syna, bo nawet ja w natłoku swoich naiwnych, wczesnomatczynych rozważań miałam świadomość, że nie mam wpływu na to, jakie urodzi się moje dziecko. Wszystkie oczekiwania i ewentualne wymagania dotyczyły tylko mnie, jako matki i tego, jak sprawdzę się w tej nowej roli.

Wkrótce jednak nastała rzeczywistość i przyniosła bezwzględną, czasem nawet okrutną, weryfikację moich wyobrażeń. O ile część tych weryfikacji brzydko mówiąc po mnie spłynęła, o tyle z niektórymi trudno było mi się pogodzić.

Bo przecież w mojej głowie wszystko było takie łatwe i oczywiste. Bo to tylko kwestia organizacji.  Bo w końcu znam inne matki, które to robią, więc to wykonalne. Bo przecież to nic wielkiego. A jednak. Ja tego nie ogarniam, a tamtego nie potrafię. A to nie jest w sumie dla mnie takie ważne, a jeszcze tamto zwyczajnie mnie przerosło.

Wypalenie rodzicielskie

O wypaleniu rodzicielskim mówi się coraz więcej, ale w moim odczuciu wciąż za mało. Tak czuję, bo sama, mimo swojej wiedzy i jako takiej świadomości o działaniu ludzkiej psychiki dałam się wciągnąć w jego pułapkę. W błędne koło przemęczenia i samoobwiniania.

Postawiłam sobie wysoko bezsensowną poprzeczkę, do której na siłę chciałam dosięgnąć. Cały czas czułam, że robię za mało, więc robiłam więcej. Im więcej robiłam, tym mniej miałam sił. Mniej sił na to, co tak naprawdę jest ważne. I nie jest to codziennie ugotowany obiad, wysprzątane mieszkanie i  pięć kilo mniej.  A już na pewno nie oczekiwania rodziny, bliższej i dalszej i całej reszty otoczenia.

Podstępna pułapka

Wpaść w pułapkę wypalenia rodzicielskiego bardzo łatwo, a wyrwać się z niej wręcz przeciwnie. Pragniemy być  jak najlepszymi rodzicami dla naszych dzieci. Stąd zamiast doceniać, jak wiele robimy dla nich każdego dnia, z lekkością wysuwamy wobec siebie nierealne wymagania i zakrzywione, krytyczne oceny.

Nie prosimy o pomoc, bo wydaje nam się, że tylko my mamy takie problemy. W plastikowym świecie pięknych obrazków, kolorowych instastories i wszechobecnych filtrów mamy wrażenie, że trudności i przemęczenie dotyczą tylko nas. W świecie, który miał być bez granic czujemy się ze swoimi problemami i bezradnością bardziej osamotnieni niż kiedykolwiek.

Wypalenie moje, Twoje, nasze

Ja naprawdę uwielbiam być mamą. Odnalazłam w tej roli najbardziej niezwykłe aspekty świata i siebie samej. Czuję ogromną wagę swojej roli i czerpię z jej realizacji ogromną satysfakcję. Nie oznacza to jednak, że czasem nie mam dość, bo to jest po prostu niemożliwe.

Dlatego na swoich profilach na Facebooku i Instagramie piszę też o tym, że czasem mam dość. Że są dni, kiedy mam ochotę się rozpędzić i uderzyć w ścianę. Że energia mojego dziecka z reguły przewyższa moją. I że bywają momenty, czasem dni, kiedy zwyczajnie brak mi sił.

Martha i William Searsowie w swojej książce Księga wymagającego dziecka wymieniają  listę twierdzeń, które mogą pomóc nam przekonać, czy to, co czujemy jest rodzicielskim wypaleniem. Piszą także coś bardzo ważnego: że każda matka doświadcza  w trakcie swojej macierzyńskiej drogi wypalenia, choćby raz.

Wypalenie rodzicielskie jest zatem zwyczajnie wpisane w pełnienie rodzicielskiej roli. Mamy bywają przemęczone, mają czasem dość i warto pamiętać, że jest to naturalnym elementem rodzicielstwa, nie słabością.

Czujesz się czasem podobnie? Masz doświadczenia z przemęczeniem i wypaleniem w rodzicielstwie? Chcesz się tym podzielić? Zostaw komentarz!

Dziękuję za Twoje odwiedziny na mojej stronie! Chcesz być na bieżąco? Polub mój profil na Facebooku lub Instagramie i nie przegap żadnego wpisu!

10 Comments

Add Yours
  1. 1
    Aleksandra Załęska

    Chyba każdego rodzica – wcześniej czy póxniej dopada wypalenie rodzicielskie, ale nie można tego określać jako coś złego. Po prostu każdy z nas potrzebuje odpoczynku, zdystansowania się do świata i otoczenia. To nic złego. A taka wypoczęta psychicznie mama zupełnie inaczej spojrzy na problemy dnia codziennego.

    • 2
      Martyna Filipiak

      Zgadzam się, że to nie jest nic złego. A wręcz przeciwnie, to raczej norma. Dokładnie to zresztą napisałam i chętnie powtarzam to gdzie tylko się da. Dziękuję za Twój komentarz!

  2. 3
    Nasz Mały Świat

    Rodzicielstwo to rola, którą świadomie podjęliśmy i która daje nam ogromne szczęście. Co prawda jesteśmy rodzicami dopiero od roku, ale nigdy nie mieliśmy takich przemyśleń. Owszem, czasami padamy z nóg, ale nie możemy powiedzieć, że jest tak źle, żeby dopadały nas takie myśli. Chyba dobrze się zorganizowaliśmy, dużo sobie pomagamy, wzajemnie dajemy sobie czas na odpoczynek/hobby, a nasz maluch nas mega pozytywnie nakręca. Nigdy też nikt nie stawiał wobec nas jakiś oczekiwań, a poza tym umiemy sobie odpuszczać. Może to charakter. 🙂 Serdecznie pozdrawiamy!

    • 4
      Martyna Filipiak

      Dziękuję za Twoją opinię, choć akurat mam świadomość, że to nie tylko kwestia organizacji i charakteru. Choć oczywiście życzę Wam, aby się to nie przydarzyło. Wszystkiego dobrego!

  3. 5
    Angelika

    Myślę, że każdemu rodzicowi może się to przytrafić, bo nie jest tak cukierkowo jak pokazują to w reklamach itp. Jednak bycie mamą to najcudowniejszy zawód i każdy uśmiech dziecka czy przytulenie rekompensuje ciężkie chwile. Dobrze, że zwracasz uwagę na tak ważny temat

    • 6
      Martyna Filipiak

      Zależało mi właśnie na tym, żeby uświadamiać, że każdemu może się zdarzyć i że to nic złego, tylko zupełnie normalna reakcja na zmęczenie, trudności itd. Dziękuję za Twój komentarz!

  4. 7
    Marta

    Mnie zdecydowanie to dopada srednio co dwa tygodnie:)Jestem mama trzyletnich blizniakow z czego jeden jest powaznie chory i uwierzcie mi, ze mam dosyc. Tak naprawde od trzech lat jestem z moimi chlopcami zamknieta w domu bo dla Maksia kazda infekcja konczy sie miesiecznym pobytem w szpitali. Poza tym obecny etap rozwoju moich chlopcow po prostu mnie dobija. I czesto marze, zeby po prostu mnie ktis uratowal z tych wrzaskow, klotni o wszystko, rywalizacji i wzajemnej agresji. Kazdy chce miec mame dla siebie a mama jest jedna i nie pamieta juz o tym, ze jest tez kobieta. To bardzo wazny temat gdyz ukuty posag matki polki w tym kraju powoduje ogromne poczucie winy, ze ja jestem jakas slaba i nie daje rady. Kazdy ma takie okresy nie kazdy tylko sie do tego otwarcie przyznaje. I to nie jest kwestia organizacji to kwestia delikatnej i niezmiernie waznej psychiki. Pozdrawiam wszystkie mamy.

    • 8
      Martyna Filipiak

      Dziękuję Ci bardzo za ten komentarz! Też uważam, że to ważne żeby mówić o tym głośno i wyraźnie. Mówić, gdzie się da o tym, że nie da się być wiecznie zadowolonym, a udawanie że macierzyństwo to same słodkie chwile to mit, które najbardziej szkodzi przede wszystkim nam, mamom. Można być mistrzem logistyki i organizacji, ale nadal być przemeczonym, bo to zupełnie naturalne w tej wymagającej roli. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za Twoją cierpliwość 😉.

  5. 9
    Vika

    Ja nie jestem zmęczona fizycznie tylko wykończona psychicznie. Wszystko zależy jakie dzieci też się trafią. Koleżanką ma synka z którym nie miała żadnych problemów i wczesny okres macierzyństwa wspomina bardzo dobrze. Ja natomiast z obydwoma synami od początku miałam ciężko, a najgorsze jest to że nie mamy możliwości zostawić ich z kimś np. z babcią i wyskoczyć chociaż sami po zakupy. Od 5 lat jesteśmy ciągle z nimi, a ja siedzę z młodszym w domu i nie wiem co mogę zrobić żeby poczuć się lepiej. Żeby być uśmiechniętą mamą na placu zabaw jak inne, żeby widzieć jakiekolwiek dobre strony macierzyństwa…

    • 10
      mama-psychologrobo

      To prawda, że dzieci są różne. A opieka nad nimi jest szczególnie trudna jeśli jesteśmy zdani wyłącznie na siebie i nie mamy pomocy z zewnątrz.
      Może warto rozejrzeć się w swoim mieście za jakimiś zajęciami dla młodszego syna żebyś mogła odpocząć (np. klubiki malucha, zajęcia adaptacyjne, które potem ułatwiają też pójście do przedszkola)? Wiem po sobie, że czasem nawet godzinka spokoju już coś daje.
      W naszym domu sprawdza się też relaks na zmiany, czyli że Ty oraz mąż na zmianę wychodzicie bez dzieci, chociażby po razie w tygodniu na spacer, kawkę, trening, cokolwiek żeby tylko odsapnąć.
      Może po wspólnej rozmowie uda Wam się ustalić jakieś wspólne rozwiązania? Trzymam za Was kciuki i życzę dużo siły i wytrwałości 😉.
      Jeśli nadal potrzebowałabyś pomocy zapraszam do siebie na konsultacje indywidualne. W październiku w Łodzi prowadzę też darmowe warsztaty dla mam właśnie w temacie wypalenia i przemęczenia w rodzicielstwie. Zapraszam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *