Magiczna bliskość*

mama przytulająca noworodka

Około miesiąc temu w sieci ukazał się ciekawy artykuł dotyczący badań, którym poddała się Rebecca Saxe ze swoim dwumiesięcznym synkiem, Percy’m. Artykuł przedstawia niezwykły obraz rezonansu magnetycznego, na którym widzimy, co dzieje się w mózgu zarówno dziecka, jak i mamy podczas buziaka w czoło.

Mózg dziecka i mamy zalewa fala neuroprzekaźników i hormonów: oksytocyna, zwana hormonem miłości, serotonina, czyli hormon szczęścia i dopamina, które pełni ważną funkcję w działaniu układu nagrody. Więcej o wynikach badań TUTAJ.

(Nie)nowa wiedza

Dla mnie, jako psychologa, ta wiedza jest faktycznie niesamowita, ale nie zaskakująca, wszak znamy dobrze zbawienny wpływ bliskości dla rozwoju dziecka, czy dla funkcjonowania człowieka w ogóle. Cieszy mnie jednak, że udało się uchwycić za pomocą rezonansu magnetycznego obraz, który może stanowić obiektywny, przemawiający do faktów dowód.

Dowód do mierzenia się z wciąż jeszcze dobrze funkcjonującymi szkodliwymi wychowawczymi mitami związanymi z bliskością. Że przytulanie rozpieszcza, że dziecko domagające się bliskości to mały manipulator i że regularnie okazywana bliskość sprawi, że ‘dziecko nigdy się od nas nie odklei’.

Bliskość – potrzeba pierwotna

Bliskość jest nie tylko korzystna dla człowieka, ale jest też mu najzwyczajniej w świecie potrzebna. To dokładnie taka sama potrzeba pierwotna jak chociażby jedzenie, czy sen (więcej pisałam o tym TUTAJ). Jednak, o ile głód i senność wydają się nam oczywiste, to tęsknota za bliskością zbyt często jest przez nas zaniedbywana, szczególnie w dorosłym życiu.

A przecież nie jest tak, że potrzeba ta nagle zanika z wiekiem. Może zmieniać się jej rozmiar, czy też pożądane formy zaspokajania, ale niezaprzeczalnym faktem jest, że każdy zdrowy człowiek potrzebuje bliskości.

Bliskość kontra kultura

Nasza kultura nie należy do tych najbardziej przytulaśnych. Nie jesteśmy jakoś szczególnie wylewnym narodem, choć oczywiście nie jest u nas najgorzej. Faktem jednak jest, że o ile mniej więcej wiadomo, że dzieci się przytula, to zupełnie nie jest to normą wśród dorosłych. Nawyk czułych powitań często nie jest normą nawet wśród bliskich.

A szkoda, bo przytulanie może zdziałać dla nas naprawdę wiele dobrego. Pełni ogromną rolę w rozwoju dziecka. Pomaga mu redukować napięcie, obniżać poziom stresu, radzić sobie z przebodźcowaniem. Ma też zdolności, którą brzmią bardziej niezwykle: przytulanie poprawia ogólne samopoczucie, a co za tym idzie zwiększa odporność, a także koi ból, dzięki chociażby rozluźnieniu mięśni. Podobnie działa także u dorosłych.

Magiczna bliskość

Jedno z moich pierwszych wspomnień po porodzie to oczywiście przeraźliwy płacz Ignacego, ale też moment, w którym udało się go ukoić. To była chwila, w której położyli mi go na piersi. Już pierwszy dotyk, ciepło mojego ciała sprawiły natychmiast, że się uspokoił.

Podobnie było przy najgorszych zębach. Kiedy nie pomagały nam maści i syropy, pomagało nam kangurowanie. Bliskość w czystej postaci. I nie podpowiedziała mi tego sposobu żadna wiedza z książek, czy studiów psychologicznych, a naturalna, zakorzeniona w nas intuicja.

Dlatego właśnie obraz Rebecci i jej syna nie jest dla mnie zaskakujący. Potwierdza bowiem to, co każdy rodzic gdzieś tam głęboko w środku sam już wie i czuje. Nie pozwólmy zatem, aby kultura, błędne przekonania czy publiczna opinia zagłuszyła mądrość, którą podarowała nam sama natura.

*Wpis jest rozwinięciem rozmowy w programie Pytanie na Śniadanie, którą możecie obejrzeć TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *